czwartek, 25 sierpnia 2011

Nocleg w Białowieży


Autorem artykułu jest Wiola


Białowieża znajduje się na terenie województwa podlaskiego. Dlaczego warto odwiedzić to miejsce? I co niezwykłego kryje w sobie noc spędzona w Puszczy Białowieskiej?

W zeszłym roku mieliśmy możliwość spędzić z mężem jedną noc w Puszczy Białowieskiej. Nie mieliśmy ochoty jechać, ale znajomi nas przekonali, więc wybraliśmy się. Był to świetny pomysł!

Po pierwsze noclegi w Białowieży są przystępne jeśli chodzi o cenę. Pokoje z łazienkami i kominkiem można wynająć już za 40 zł. od osoby. Ale cena nie jest w tym momencie najważniejsza...

Gdy zajechaliśmy na miejsce noclegu byliśmy oszołomieni. Przyjechaliśmy już wieczorem, więc jak wysiedliśmy z samochodu uderzyła nas ciemność - taka, której w mieście nigdy sie nie doświadczy. Za ogrodzeniem posesji na której staliśmy rozciągała się już Puszcza - nieprzenikniona i budząca grozę. Wysokie drzewa i różne odgłosy zwierząt wywarły na nas ogromne wrażenie. Ale najpiękniejszy widok stał się naszym udziałem, gdy podnieśliśmy głowy do góry. Naszym oczom ukazała się wyraźnie widoczna droga mleczna z milionami gwiazd.
Staliśmy tak dobrych kilkanaście minut, by nasycić oczy takim niecodziennym widokiem.Okolice Białowieży nie są zanieczyszczone sztucznym światłem, dzięki czemu można zobaczyć niebo usłane gwiazdami - niecodzienny widok dla mieszczuchów.

Puszcza Białowieska to pozostałości lasu pierwotnego, który niegdyś porastał całą Europę. Dziś obejmuje obszar 10517,27 ha. Jest to wyjątkowe miejsce - jedyne na zachód od Bugu. Przyjeżdżając w ten rejon możemy naprawdę doświadczyć niezapomnianych przeżyć, wniknąć w głąb siebie i zastanowić się nad destrukcyjnymi dla przyrody działaniami człowieka. Można też poczuć jak znikomy i niewielki jest człowiek w porównaniu z tysiącami odległych o miliony lat świetlnych gwiazd...

Tego wszystkiego doświadczymy nocując w okolicach Białowieży. Poniżej na zdjęciu Puszcza Białowieska.

Puszcza Białowieska
---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Wycieczka do Wodospadu Wiktorii, spełnione marzenie z dzieciństwa

Autorem artykułu jest Darek Hencner


Nawet w moich najśmielszych marzeniach nie myślałem, że moje pragnienie z dzieciństwa, żeby pojechać na wycieczkę do Afryki Południowej spełni się. Oto relacja z wyprawy mojego życia.

Jeszcze w dzieciństwie oglądałem program telewizyjny o Wodospadzie Wiktorii i Delcie Okawango. W mojej dziecięcej wyobraźni wyobrażałem sobie ten inny, nieosiągalny świat. Moim marzeniem, od kiedy mogę pamiętać było odwiedzenie mokradeł Delty Okawango i Wodospadu Wiktorii. 

Nawet nie myślałem że kiedyś uda mi się zrealizować moje marzenia. Na internecie przypadkowo znalazłem interesującą ofertę wycieczki do Afryki Południowej. Bez zastanawiania się dokonałem rezerwacji żeby już nie zmienić zdania. W ten sposób spełniły się moje dziecięce marzenia. Wszystkie atrakcje wycieczki do Afryki były dla mnie ogromnym przeżyciem, jednak z braku czasu najpierw opiszę Wodospad Wiktorii. Wycieczka do Wodospadu WiktoriiDojechaliśmy do wodospadu, na granicy Zimbabwe z Zambią. Wysiadamy z samochodu i mimo palącego słońca na ciele czujemy drobniutkie kropelki mżawki. To dziwne uczucie, ale jakże w upalny dzień przyjemne. Jakie na mnie zrobi wrażenie? Czy się nie zawiodę, czy oglądany z bliska wodospad zostawi ślad w mojej wyobraźni? Czy faktycznie jest to wyprawa mojego życia? Zaraz się o tym przekonam.

Przechodzimy do wejścia, płacimy 20 dolarów i już jesteśmy za bramą. Mijamy wracających turystów, wszyscy wyglądają na zadowolonych, ale nikt nic nie mówi. Mają ze sobą płaszcze przeciwdeszczowe i parasolki. W miarę zbliżania się do Wodospadu Wiktorii, mżawka przybiera na sile, zamieniła się w deszcz. Panuje wielki hałas, szeroka, ściana spienionej wody upada z łoskotem i wielką energią w dół. Staram się zrobić trochę zdjęć, nie dbam o to że wilgoć może uszkodzić mój aparat fotograficzny. 

   Idziemy wijącą się dróżką do kolejnych punktów widokowych, gdzie mogę robić zdjęcia z innymi ujęciami. Wiele osób po zobaczeniu wodospadu szybko wraca, ja postanowiłem pozostać tutaj tak długo jak się da, jak by nie było, Wodospad Wiktorii był moim marzeniem życia. Wchodzimy w coraz głębiej w deszczowy las ze wspaniałymi okazami roślinności. Panują tutaj doskonałe, tropikalne warunki dla tych wspaniałych drzew. Jesteśmy przemoczeni, ale nie czujemy tego, koncentrujemy się na majestatycznym Wodospadzie Wiktorii. Przez cały czas widoczna jest tęcza, tego nie widziałem w telewizji. Przy pełni Księżyca można zobaczyć tęczę nawet w nocy. Wodospad Wiktorii jest największym i najbardziej znanym pomnikiem przyrody w Afryce Południowej. Odkryty w roku 1855 przez podróżnika szkockiego, Davida Livingstona, był on zafascynowany odkryciem dlatego nadał wodospadowi imię królowej. Woda spada na szerokości całej rzeki Zambezi, czyli dystans 1,7 km w dół granitowych występów skalnych około 105 m powodując przy tym ogromny huk. Porównując inne wodospady, Wodospad Wiktorii jest szerszy od Niagary, liczącej prawie 1000 metrów, ale przegrywa z najszerszym wodospadem w Laosie - Khome Falls, o szerokości aż 10,6 km. Jeśli chodzi o wysokość, to Wodospad Wiktorii jest wiele niższy od Salto Angel w Wenezueli liczącego 800-900 metrów, ale przewyższa Niagarę mającą jedynie 58 metrów. Wodospad Wiktorii jest też większy od Niagary jeśli brać pod uwagę ilość spadającej wody, w porze deszczowej spada tu średnio 10 milionów litrów wody na sekundę, w Niagarze tylko 6,8 milionów, ale najwięcej wody spada w wodospadzie Iquacu na granicy Brazylii i Argentyny, gdzie płynie aż 55 milionów litrów wody na sekundę. 
Wypożyczalnia płaszczów przeciwdeszczowych przy Wodospadzie Wiktorii
Rzeka Zambezi jest najbardziej zarybioną rzeką w Afryce, do dzisiaj nie została zatruta przez cywilizację. Przez środek wodospadu przebiega granica między Zimbabwe i Zambią. Wodospad Wiktorii należy w 1/3 do Zambii.Słynny most na rzece Zambezi, zbudowany w początkach XX wieku łączący Zambię z Zimbabwe ma wysokość 111 metrów, i jest to jedno z najwyższych w Afryce miejsc do skoków na bungie. Procedura skoków jest taka sama jak w innych miejscach, z wyjątkiem, że potrzebujesz paszport żeby dostać się na most. Po skoku jesteś wyciągany z powrotem na most. Rzeka Zambezi słynie ze klasy światowej spływów dla miłośników white water rafting, uznanych przez Brytyjski Związek Canoe jako klasa 5 na sześciostopniowej skali. Przy okazji pobytu przy wodospadzie nie mogłem oprzeć się pokusie udania się na rafting po Zambezi.

Wycieczkę do Afryki Południowej uważam za przygodę mojego życia. Cieszę się że spełniły się moje dziecinne marzenia.
---
Darek Hencner, turysta, miłośnik wycieczek do Afryki

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

niedziela, 21 sierpnia 2011

Wycieczka do Parku Krugera w RPA


Autorem artykułu jest Darek Hencner


RPA ma do zaoferowania fantastyczne krajobrazy, dziką faunę i florę i wspaniały Park Krugera. Nic dziwnego że najważniejszym punktem programu wycieczki do Republiki Południowej Afryki stał się Park Krugera.

   W dniu 12 czerwca 2011 roku wylądowaliśmy na lotnisku w Johannesburgu. Początkowo zaczęliśmy nerwowo rozglądać, spodziewając się najgorszego. Miało być biednie, niebezpiecznie, z policją a powitała nas miła przedstawicielka naszego biura podróży. Johannesburg okazał się ciekawym i bardzo dużym miastem. Oczywiście, przestępczość jest tam tak jak w każdym wielkim mieście, ale nie jest to tak jak przedstawiają to media w Polsce.

W pierwszy dzień pobytu zwiedziliśmy centrum Johannesburga i Pretorię, stolicę RPA. Naszym celem wycieczki nie był jednak Johannesburg, tylko pobliski Park Nadodowy Krugera, położony w Prowincji Mpumalanga, tuż obok granicy z Mozambikiem (na wschodzie) i Zimbabwe (na północy). Piszę pobliski, bo pomimo że znajduje się odległości aż 5 godzin jazdy od Johannesburga, na warunki RPA nie jest daleko.Wbrew naszym oczekiwaniom, szosy w Republice Południowej Afryki są dobrze utrzymane, mogliśmy więc podróżować z prędkością ponad 130 km na godzinę.Zebra w Parku Krugera Mijaliśmy malownicze wzniesienia Prowincji Mpumalanga. Po przekroczeniu bramy wjazdowej do Parku Krugera znaleźliśmy się jakby w innym świecie. To była prawdziwa Afryka, taką jaką znamy z telewizji. Po drodze do naszego kempingu zatrzymywaliśmy się przy licznych wodopojach i obserwowaliśmy podchodzącą zwierzynę. Pomimo że czerwiec to początek zimy na południowej półkuli, było bardzo ciepło, ale nie upalnie. Dzięki temu nie czuliśmy wielkiej różnicy. Najmilej wspominam wieczory na kempingu, gdzie każdego wieczoru rozpalaliśmy ognisko i robiliśmy tradycyjnego braia (grilla). Było to bardzo romantyczne, na niebie widzieliśmy tysiące gwiazd, za ogrodzeniem widać było podchodzące zebry i guźce. W oddali słychać było wycie hieny i porykiwanie lwów.

Moim zdaniem wycieczka do Parku Krugera była największą przygodą mojego życia, pomimo że zwiedziłem już wiele innych krajów. Najlepiej wspominam panującą tutaj atmosferę i spokój. Oczywiście zobaczyliśmy też wiele ciekawych zwierząt, jednak ja bardziej cenię tutejsze krajobrazy i drzewa. W Parku Krugera występuje wiele różnych ekosystemów, można tam spotkać sawanny jak też skaliste góry i gęsty busz.
Większość obszaru zajmują równiny i łagodne pagórki, rozległa sawanna, jedynie na wschodzie, tuż przy granicy z Mozambikiem, wznosi się łańcuch górski Lebombo – jedno z najbardziej dziewiczych miejsc Afryki. W parku żyje obecnie aż ok. 8 tys. słoni i 600 białych nosorożców. Przecina go z północy na południe dobrze utrzymana główna asfaltowa szosa, ale są tu także nieco mniej uczęszczane boczne trasy szutrowe, wspaniałe bezdroża dla samochodów z napędem na cztery koła i miłośników off-roadu.Dzikie kwiaty w Parku Krugera
Łączna długość dróg, jakie oddano do dyspozycji zwiedzających, wynosi ok. 2000 km. Można z nich podpatrywać niezmiernie bogaty świat zwierzęcy i roślinny Parku Narodowego Krugera. Jeśli ktoś chce zwiedzić Park Krugera Taniej, nie potrzebuje przewodnika – dozwolone jest swobodne poruszanie się po wyznaczonych drogach własnym autem (wypożyczonym w RPA). Jednak z przewodnikiem można podziwiać wiele więcej atrakcji turystycznych i zapoznać się z interesującymi faktami o tym zakątku świata.

W każdym z tych zakątków spotykaliśmy inne zwierzęta.
Przewodnik opowiadał nam wiele ciekawych afrykańskich historii. Po pięciu dniach pobytu w Krugerze, nie mieliśmy jeszcze dosyć, ale ze smutkiem musieliśmy jechać dalej.
---
Darek Hencner, turysta i miłośnik Afryki

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Kultura gruzińska, czyli bez toastu żadna uczta się nie obędzie!



Autorem artykułu jest KATJA SZALEK


Gruzja jest niewielkim krajem leżącym  na Kaukazie, w zachodniej części przesmyku łączącego Azję z Europą. Politycy i geografowie ciągle spierają się o to, do którego kontynentu powinien zaliczać się ten kraj, bo środowisko przyrodnicze Eurazji jest bardzo zbliżone, jednak historia kontynentów jest odrębna.

Dlatego geografowie wytyczyli abstrakcyjną granicę dzielącą Azję i Europę, zgodnie z którą, Gruzja formalnie leży w Azji. Niemniej Gruzini, których kraj przez wieki kształtowała chrześcijańska cywilizacja, uważają się za Europejczyków. Topografia terenu Gruzji jest bardzo urozmaicona, na domiar tego poszczególne regiony kraju różnią  się pomiędzy sobą doświadczeniami historycznymi, gospodarką, dialektem i tradycjami, dlatego wykształciło się tu wiele regionalizmów.
Ale wiele cech tego narodu jest wspólna, należą do nich na pewno: niebywała gościnność, duma ze swojej narodowości, zamiłowanie do ucztowania i przebywania na łonie natury.

 Gościnność
Chyba wszystkie relacje opowiadające o  podróżach do Gruzji zaczynają się od tematu gruzińskiej gościnności. Szokuje ona nawet naszych rodaków, znanych na świecie z „polskiej gościnności”. Gruzini, mimo iż żyją biednie i sami często odczuwają niedostatek, czują się zaszczyceni mogąc przyjmować gości, serdecznie zapraszają ich do swego domu, suto zastawiając stół. Robią to spontanicznie, z potrzeby serca, nie  licząc na rewanż ze strony gościa. Turyści zwiedzający mniej uczęszczane szlaki często są zapraszani na ucztę i nocleg. Dzieje się tak w całej Gruzji. Niekiedy tradycja ta jest nadużywana przez turystów planujących zminimalizować koszty podróży. Warto jest mieć ze sobą drobne prezenty dla gospodarzy.

Supra, czyli uczta
Supra stanowi centrum towarzyskiego życia  w Gruzji. Tradycja wspólnych posiłków przez wieki wzbogaciła się o wiele rytuałów. Podczas biesiady przy suto zastawionym stole prowadzi się rozmowy  o radościach i problemach, o polityce, rodzinie, religii, życiu i śmierci. Jest to czas zacieśniania więzi między członkami rodziny i przyjaciółmi. Pomimo częstych zakrapianych uczt, w Gruzji niezwykle rzadko można spotkać na ulicy zataczających się mężczyzn. W trakcie biesiady pije się w dużych odstępach i sporo podjada, poza tym pijaństwo nie jest społecznie akceptowane.

Tomada
W Gruzji żadna uczta nie odbędzie się bez toastów, a toasty bez wodzireja. Tomada, bo tak nazywa się tu swoistego przewodnika stołu - dba o porządek podczas biesiady i wygłasza oratorskie toasty. Przeważnie jest to dojrzały mężczyzna, cieszący się szacunkiem współbiesiadników, wybierany spośród nich demokratycznie. To tomada wyznacza moment, kiedy wszyscy chwytają za kielich i słuchają toastu, a następnie wypowiada słowo gaumardżos i wszyscy biesiadnicy piją wino. Zasadą jest, że  do toastu wznosi się pełny kielich, ale nie trzeba pić bolomde, czyli do dna (poza niektórymi toastami). Potem biesiadnicy rozmawiają, śpiewają i opowiadają dowcipy - pod żadnym pozorem nie wolno podpijać. Warto jest znać te zwyczaje, by nie podpaść gospodarzom.

Toasty
Gruzini mają szereg bardzo ważnych toastów, np. za zmarłych przodków (wznosi się je na stojąco), za rodziców, przyjaciół, ojczyznę, miłość. Obowiązuje też określona kolejność toastów według ich rangi, czego pilnuje tamada. Pierwszy toast odnosi się zawsze do okazji, dla której  wszyscy się zgromadzili. Toasty są zawsze popisem oratorstwa i piękna barwy głosu, czasem wygasza się  wiersze chwalące przyrodę, kraj czy miłość. Poetyckie popisy zajmują nawet po kilkanaście minut. Jeśli cudzoziemiec wypowie jeden z tradycyjnych toastów, od razu zjednuje sobie gruzińskich kompanów. Toasty wznosi się wyłącznie winem, wódką i koniakiem, pod żadnym pozorem nie wolno tego robić piwem. W wysokogórskich regionach Gruzji od wieków znane jest piwo, lecz jego spożycie nie było powszechne w całym kraju. Gdy w Tbilisi pojawiły się rosyjskie garnizony wzrosło spożycie tego taniego alkoholu, ale jakość jego była wątpliwa, dlatego niegodnie było by wznosić nim toasty. Obecnie smak gruzińskich piw nie ustępuje europejskim, ale tradycja pozostała niezmieniona. Najnowsze obyczaje zezwalają wygłaszać przy piwie karykatury toastów, adresowane przeważnie do nieprzyjaciół: polityków, policjantów i niemiłych sąsiadów.
Poza tym wino pochodzi  z Gruzji, mówią o tym odkrycia archeologiczne z  Szulaweri we wschodniej Gruzji, gdzie znaleziono pozostałości tego wspaniałego trunku w glinianych naczyniach liczących ponad 8 tysięcy lat.

Fiesty
Każde duże gruzińskie miasto obchodzi swoje lokalne święto. Całe Tbilisi na przykład bawi się na corocznym festiwalu Tbilisoba w ostatnią niedzielę października. Ludzie ucztują i cieszą się życiem, dziękują za obfite plony, gdyż właśnie w tym czasie ziemia daje zbiory. W październiku pogoda jest przyjemna, nie ma już letniego skwaru, a kraina pokrywa się kolorowymi liśćmi.
Na Tbilisoba przyjeżdżają ludzie z całej Gruzji, by zaprezentować swoje regiony i sprzedać płody rolne. Występują chóry ludowe oraz współczesne kapele, na kiermaszach i targowiskach można nabyć produkty po obniżonych cenach.

Perły Gruzji
Tbilisi zwane jest perłą Kaukazu. To fascynująca metropolia o oryginalnych zabytkach, malowniczym położeniu i orientalnym klimacie z pogranicza Azji i Europy. Jest stolicą Gruzji już od ponad 1500 lat, od stuleci skupiającą życie kulturalne i gospodarcze kraju. Na ulicach stolicy w 2003 roku miała miejsce „rewolucja róż”, która zapoczątkowała przemiany w całym kraju.
Batumi to pięknie odnowione miasto o kamienistych plażach, zachwalane w piosence Filipinek. Leży ono w południowo-zachodniej Gruzji, na wybrzeżu Morza Czarnego i jest trzecim co do wielkości miastem kraju, a zarazem bardzo popularnym kurortem.
Kazbegi to miasto położone w górach Kaukazu, na trasie Gruzińskiej Drogi Wojennej.
Swanetia to główny ośrodek gruzińskiego alpinizmu. Właśnie tu znajdują się najpiękniejsze i najwyższe szczyty m.in. Uszba, Szchelda, Dżangitau. Mekką uprawiających wspinaczkę jest  Ściana Bezingi, którą tworzy kilka pięciotysięczników, w tym licząca 5068 m n.p.m. najwyższa góra Gruzji – Szchara. Zmysły rozpala szczególnie Uszba.


Kiedy tu przyjechać?
Osoby spragnione słońca i morskich kąpieli w Morzu Czarnym powinny planować podróże w okresie od lipca do września- panuje wtedy tropikalna pogoda z temperaturą powietrza ok. 30°C i temperaturą wody ok. 25°C. Niemal codziennie występują burze przynoszące deszcz i chwilowe wytchnienie od upału.
Również latem najlepiej może udać się wycieczka tym, którzy planują wspinaczkę i wysokogórskie wędrówki. Pokrywa śnieżna osiąga wtedy minimalny poziom i możliwe staje się poruszanie po grzbietach gór i przełęczy.
Letnią porą organizowane jest także wiele świąt i festiwali, w których mogą brać udział wszyscy turyści, np. katoba w Tuszetii oraz laszaroba i mariamoba w Meschetii czy Pszawi.
Jesień charakteryzują niższe temperatury rzędu +18°C, dlatego jest to najwłaściwsza pora do zwiedzania gruzińskich miast i zabytków. Najciekawsze z nich znajdują się w centralnej i wschodniej części kraju, gdzie latem panują upały. Jesienią zbiera się także owoce: granaty, mandarynki oraz wszechobecne winogrona i rusza sezon produkcji nowego wina.

Dla podróżnych
Od czerwca 2005 roku obywatele polscy mają prawo swobodnego wjazdu i pobytu w Gruzji. Nie ma ograniczeń w podróżowaniu po kraju. Sieć połączeń kolejowych między miastami w Gruzji jest słabo rozwinięta, jest jednak wielu prywatnych przewoźników oferujących niedrogie międzymiastowe i lokalne połączenia mikrobusami.

Szukając nowych celów wyprawy, które nie będą wiodły może sprawdzonym i bezpiecznym szlakiem przetartym przez przedstawicieli znanych biur podróży, rozważmy wyjazd do Gruzji. Jest to kraj życzliwych ludzi, o przepięknych górach, morzach i dziesiątkach możliwości na spędzenie niebanalnych wakacji. Zachwyceni ludźmi i krajobrazami może zechcemy także zobaczyć okoliczne kraje wschodniego regionu?
---
katja szalek

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Relacja z wycieczki do Namibii

Relacja z wycieczki do Namibii

Autorem artykułu jest Darek Hencner


W Namibii zobaczyliśmy dziewicze parki narodowe, bezkresne obszary pustynne, kilometrowe piaszczyste plaże, góry i płaskowyże.  Bez problemu natknęliśmy się na słonie, surykatki, gepardy. Wycieczka do Namibii bez wątpienia stała się naszą afrykańską przygodą życia.

    Namibia - niesamowity kraj z dziewiczą przyrodą, niepowtarzalnymi krajobrazami i możliwością poznania fascynujących kultur afrykańskich. Od zachodu otulony Atlantykiem, od wschodu Pustynią Kalahari.
 Północna granica to rzeki Okawango i Zambezi, południowa - rzeka Oranje. Namibia jest krajem bardzo rozległym. Warto o tym pamiętać przed wyruszeniem w podróż. Jeżeli miejscowi mówią, że jakiś punkt znajduje się blisko, najprawdopodobniej mają na myśli odległość ok. 200 km. Dystans między kolejnymi atrakcjami turystycznymi na ogół odmierza się tutaj w setkach kilometrów. Mimo to niezmiernie przyjemnie podróżuje się po tym pustkowiu samochodem. Przemierzając bardzo dobrej jakości drogi szutrowe, możemy podziwiać zmieniający się krajobraz – od pustynnego przez półpustynny do sawannowego. Oczywiście miasta są bardziej zaludnione. 
250-tysięczną stolicę Namibii - Windhoek – nazywa się często stolicą w sawannie. Jest to romantyczne miasto gdzie nowoczesna architektura przeplata się z dawnymi kolonialnymi budynkami. Na ulicach widzimy ludzi z różnych plemion i ras: Ovambo, Herero, Damara, potomkowie Buszmenów i biali. Przeplatanka różności, odmienność i egzotyka! wydmy_sossusvlei_t
Windhoek leży 1700 m n. p. m. i jest jedną z najwyżej położonych stolic świata.
Klimat przyjazny człowiekowi. Słońce świeci 330 dni w roku, łatwo planować wycieczki w nieznane, nie zaskoczy cię niespodziewana ulewa. Zimą (od czerwca do września) temperatury kształtują się w granicach 5 do 18ºC, noce są chłodne, chociaż słupek rtęci rzadko spada poniżej zera i prawie nigdy nie ma tutaj śniegu. W pozostałych miesiącach roku jest tutaj gorąco, w styczniu temperatura dochodzi do 31ºC. Pierwszym punktem naszej wycieczki był- Ludertiz, małe, portowe miasteczko nad Atlantykiem. Kiedy w 1908 r. odkryto w tym miejscu diamenty, rozpoczął się okres świetności miasta Luderitz. Przybyło tutaj wielu ludzi pragnących szybko się wzbogacić. Ci, którzy nie znaleźli drogocennych kamieni, postanowili zająć się hodowlą owiec karakułowych. Jakieś 10 km na wchód od Luderitz, resztki osady – "Miasto Duchów". Jest to zupełnie opuszczone miasto. W początkach XX wieku znaleziono tutaj diamenty, miasto szybko się rozwijało, powstał nowoczesny szpital, kasyno, teatr, sklepy. Kiedy tylko znaleziono bogatsze złoża diamentów w Oranjemund, mieszkańcy szybko przenieśli się.

Fascynujące jak szybko ludzie dorabiali się fortun na diamentach. Ziarnko po ziarnku piasek przesypał się do środka, zasypując niższe piętra domów, okna patrzą na nas bez szyb, wiatr gra w futrynach. Chodząc po opuszczonych ulicach możemy wyobrazić sobie dawnych mieszkańców, cały czas odczuwa się atmosferę tego miasta.  Z "Miasta Duchów" pojechaliśmy na niezwykłą Plażę Agatów. Turyści chodzą schyleni, wszyscy szukają wymywanych przez fale Atlantyku agatów. Wyruszamy dalej, 1000 kilometrów do Swakopmund. Mijamy plantacje daktyli i wiele samotnych drzew kokerboom. Po drodze zatrzymamy się nad kanionem rzeki Fish. Punkt widokowy jest 15 km od bramy, nad samym urwiskiem kanionu. Oczy nie mogą się przyzwyczaić do takich przestrzeni. Jesteśmy bardzo wysoko, a pod nami, ciągnący się na kilkanaście kilometrów w obie strony, kanion rzeki Rybnej. Czekamy na zachód słońca, w czerwonych odcieniach zachodzącego słońca kanion staje się bardzo fotogeniczny. Na noc zatrzymujemy się na kempingu zbudowanym na pustyni Namib. Następnego dnia przekraczamy Zwrotnik Koziorożca, dojeżdżamy do małego, popularnego nadmorskiego miasteczka - Swakopmund. Na pustyni Namib, otaczającej Swakopmund, są najwyższe wydmy piaskowe na świecie. Mamy czas na zwiedzanie miasta i wysłanie wiadomości do znajomych z kafejki internetowej, później udajemy się na sandboarding, czyli zjeżdżanie na desce z wydmy piaskowej.Sandbording na wydmach w Namibii
Następnego dnia udajemy się do do Narodowego Parku Namib – Naukluft, tam zwiedzamy kanion Sesriem i wspinamy się na okoliczną wydmę piaskową. Spać idziemy wcześniej bo jutro przed wschodem słońca musimy być na Wydmie 45, oddalonej 45 km od kempingu. Wspinamy się mozolnie na Wydmę45, piach obsuwa się tak pod nogami. Pamiętajmy żeby ruchome obiektywy naszych aparatów fotograficznych nie zetknęły się z piachem. Nawet kilka ziarenek piasku może na zawsze unieruchomić ruchome części naszego aparatu. Na szczycie wydmy czekamy na spektakularny wschód słońca. Mały żuczek biegnie, szybko przebierając nogami. Zatrzymuje się, chwila zastanowienia i nagle nurkuje w piachu. Oczy głupieją, tracą poczucie odległości, powietrze faluje nad przesypującymi się wydmami. Samochód na dole wydaje się malutki, szczyt góry przybliża. Kolczaste, jaskrawo - zielone krzewy wystają z piasku. Wiatr nieustannie przesypuje ziarenka, tak jakby bawił się i tworzył swoje nowe dzieła. Zbiegamy w dól dużymi susami. Wszystko się iskrzy i świeci, piasek jak małe diamenty. Po powrocie na dół udaliśmy się na pieszą wycieczkę po pustyni pod opieką doświadczonego przewodnika. Zobaczyliśmy wiele roślin i zwierząt, które zdołały się przystosować do życia w tak trudnych warunkach. Zwiedziliśmy Deadvlei, czyli miejsce z kikutami akacji erioloba liczącymi ponad 800 lat ale dobrze zachowanymi w suchym klimacie. Idziemy, ale tak jakby się stało w miejscu. Złudzenie, "fata-morgana"? Z Parku Narodowego Namib – Naukluft wracamy do Windhoek. Tutaj kończy się nasza Namibijska przygoda.
Surykatki na Pustyni Namib
---
Darek Hencner, turysta, miłośnik wycieczek do Afryki

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl