piątek, 30 grudnia 2011

Rysianka

Autorem artykułu jest Marcin Walczak


O tym, że Rysianka jest ciekawym miejscem , zdawałem sobie sprawę nie od dziś. Jednak sami wiecie, że momentami trudno nam się docenia to co jest.... blisko tak.... to co ma się na wyciągnięcie dłoni.... to co tak często  widzimy. Nadchodzi jednakże czas, że życzymy sobie po to sięgnąć. I niespodziewanie jesteśmy zauroczeni.

Plan przyjęty, szlak również: Skałka - Hala Boracza - Hala Lipowska - Rysianka - Skałka. Świetna pętla z przerwą na pierogi na Hali Lipowskiej. Góry w wszelakiej postaci mam wpisane w CV. A z tym CV to nie kłamstwo. Gdy poszukiwałem pracy, moje CV pod nagłówkiem hobby miało wpis - góry. Pełen dobrej ufności i zapchanej wyniosłości, pozostałem umieszczony na pośladku (bez uprzedzenia) przez jedną osobę: - Przecież co druga osoba w swoim CV zapisuję, że lubi góry - rzekła. A tak miło żyło się błogiej naiwności, z przekonaniem o swojej niezwykłości... Pani z bloku obok bez wątpienia również ma napisane w CV góry, wszak co weekend jeździ z koleżankami na sąsiedni Dębowiec. W CV góry ma również kierujący quada, który chasa bezkarnie po leśnych szlakach, rozjeżdżając malutkiego robaczka, który z pewnością miał w swoim CV - góry.

Rysianka

Jakby się tak przyjrzeć naszej drodze na mapie to oprócz trzech schronisk, będziemy mieli okazję przejść przez kilka Hal. Inaugurujemy od Hali Boraczej, następnie Hala Studzionka, Hala Redykalna, Hala Skórzacka, Hala Bacmańska, Hala Gawłowska, Hala Bieguńska, Hala Lipowska, Hala Rysianka i Hala Pawlusia. W zasadzie to żadnej dużej górki nie zdobywamy, jeno same hale...A na halach powinny być owieczki! Przynajmniej latem.

Rysianka

Naszą wyprawę rozpoczynamy w Żabnicy Skałce. Niewielki mróz sprawił swoje - czarny szlak na Halę Boraczą wymaga kompetencji ekwibrystycznych. A w moim wieku, bez tego, ani rusz zimą w góry :) Jest niewielkie oblodzenie na ulicy. Co interesujące, jest nawet wiele śniegu. Zima w tym roku się ociąga i tak na prawdę jest to jedno z pierwszych (nie licząc październikowych Tatr) spotkań z Lodowatą Damą. Sam szlak na Boraczą nie jest wymagający, na zaczątku powiedziałbym, że nawet niezajmujący. Jednak wesołe konwersacje, nie wspominam nawet o czym - dlatego na pewno o niczym, absorbują nam czas. Dochodzimy na Halę Boraczą, która pozdrawia nas widokami w stronę Rajczy. Jest jakoś dziwnie pusto, nawet wiatr nie wieje, tylko słychać sielskie skrzypienie śniegu pod naszymi butami. Widać, że sama Hala jest dobrze przewiana, śniegu wiele mniej aniżeli na szlaku. Idziemy zobaczyć do schroniska. Wokół budynku też czas trwa w zawieszeniu. Z lekką niepewnością rozwieramy drzwi prowadzące do wnętrza. Ktoś tu jednak, przeżył ten Armagedon. Jest tu jednak życie! Grzecznie wypytujemy się Pani - Czy możemy wypić własną herbatę. Teraz chyba lepiej się zapytać, bo obce prawa rządzą się w niektórych schroniskach. Kobieta nam odpowiada: - Naturalnie, nie ma problemu. Co do samego schroniska, a w zasadzie samej jadalni, to delikatnie komunikując: nie rzuca na kolana. Miałem odczucie, że czas się tu jednakże zatrzymał, zatrzasnął drzwiczki i powiedział: Mam to wszystko gdzieś! Pozostaję tu na dłużej!

Pani nawet sugeruje nam, przy takiej pięknej pogodzie, abyśmy poszli górą (czyli powiedziałbym, może na wyrost - granią), bo widoki będą piękne. Ciekawostką w budynku są przywarte do tablicy karteczki z rozmaitymi wpisami. Coś w stylu księgi gości, lub facebookowych like\'ów w wersji outdorowej - np. Lubię, bo czas tu wpadł i się zatrzymał. Lubię, bo mogę sobie tu swobodnie zjeść własne kanapki. Można sobie te karteczki poczytać, jednakże fajniejsze znam zajęcia.... Idziemy na szlak. Słońce wychodzi ponad grzbiet, który dzisiaj będziemy zdobywać. Na grzbiecie mieści się pięć szczytów: Redykalny Wierch, Boraczy Wierch, Lipowski Wierch, Rysianka jak również na północnym wschodzie wierzchołek Romanki. Romanka wybitnie opanowała najbliższe przestrzenie. Trochę niechciana, rozłączona przełęczą od Rysianki przykuwa wzrok. Lekki chłód mimochodem hartuje nasze organizmy.

Rysianka

Dochodzimy do rozwidlenia szlaków. Czarny wiedzie pod górę, ma Halę Redykalną (żółty szlak). Zielony dalej trawersuje grzbiet , żeby dołączyć do szlaku żółtego za Halą Bieguńską. Wiodąc się radą pani ze schroniska na Boraczej oraz wcześniejszym zamiarem, podążamy na kluczowy grzbiet. Czym wyżej tym śniegu więcej, ogarniamy także coraz obszerniejszą panoramę Beskidu Śląskiego, a w dali także Beskidu Małego. Pierwszy śnieg zawsze cieszy najwybitniej, sama jego obecność poprawia nastrój. Na przeciw widać Baranią Górę wraz ze Skrzycznym i oddalonym Klimczokiem. Po prawej cały czas towarzyszy nam Sucha Góra. Pojawia się także poszarpaniec, czyli Wielki Rozsutec w Małej Fatrze.

Dochodzimy do żółtego szlaku. Do centralnej grani. Wewnętrzna radość, odzwierciedlona na zadowolonych twarzach. Ukazują się nowe przestrzenie, później okrywają się też Tatry. Na grzbiecie śniegu wiele więcej. Momentami jest porządnie nawiane - brniemy w śniegu do kolan. Odwykłem od tego i troszkę mnie to męczy. Za ciężki jestem na takie manewry :) Otwarte przestrzenie i nader zaskakująco urocze hale, przykryte grubą warstwą śniegu, zauroczyły nawet takiego malkontenta jak ja. Proste drzewa pokryte śniegiem posiadają swój bajeczny klimat. A Cysorkie Tatry w pełnej okazałości... Sam Wielki Chocz ponad chmurami wystawia swój czubek...

Przybywamy na Halę Lipowską, do najlepszego schroniska w Polsce wg czytelników "n.p.m.". Zamawiamy zachwalane pierogi i w dobrych humorach oczekujemy swojego zamówienia. Durne oczy cieszą się jak głupie. W żołądku konwulsje, w ustach ślinociek. Wszystko przez ręcznie sporządzane pierogi z serem i borówkami, a na nich bita śmietanka, borówki i kawałek kiwi. Kulinarnie jestem kupiony przez schronisko na Hali Lipowej... Sama Hala Lipowska znajduje się na zboczu porośniętego lasem Lipowskiego Wierchu albo jak kto woli Lipowskiej Góry (1324 m). Maltretuje nas widokami - panorama Tatr, Małej Fatry jak również Beskidu.

Rysianka

Schronisko na Rysiance jest oddalona od Hali Lipowskiej o około 15 minut drogi z pełnym brzuchem. Rewelacyjne jedzonko bardzo rozleniwia, to niedobre chyba też. Jestem bardziej skłonny ku drzemce aniżeli pieszej wędrówce. Jednakże to chwilowa dolegliwość. Ruszamy na Halę Rysiankę. Szlak kieruje lasem, jednakże gdy dochodzimy do Hali, widoki po raz kolejny powalają na kolana... Są Tatry, jest Mała Fatra, ale jest także na wyciągnięcie ręki Pilsko jak również trochę dalej Babia Góra. Taki mały raj na ziemi. Hala Rysianka jest bardzo rozległa i największa na naszej dzisiejszej trasie. Oj jak ja uwielbiam takie przestrzenie. Do schroniska udajemy się hmmm jakby to zakomunikować tylko na chwilkę....

--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 10 grudnia 2011

Cerkiew w Radrużu, drewno w gotyku zaklęte

Autorem artykułu jest Roztocze Wschodnie

Świątynia wraz z dzwonnicą otoczona jest murem, co nadaje jej charakter obronny - taką funkcję pełniły kiedyś świątynie. Na placu cerkiewnym kilka krzyży, jednym z nich jest grób wójta Radruża, który życzył sobie aby pochować go w progu świątyni żeby każdy wchodząc do cerkwi deptał jego szczątki. Dlaczego? przeczytajcie...
images-stories-cerkwie-radruz-radruzgorka-300x201Cerkiew pod wezwaniem św. Paraskewy w Radrużu pochodzi z XVI wieku.
Należy do najstarszych i najlepiej zachowanych obiektów drewnianego budownictwa cerkiewnego w Polsce.
Konstrukcja została stworzona z drewna jodłowego i dębowego bez użycia gwoździ, ściany wzmacniane sa lisicami czyli belkami pionowymi a sama konstrukcja może przypominać ogromną budowlę z klocków lego. Cerkiew jest trójnawowa czyli składa się z trzech części, każda z nich ma inne przeznaczenie i wygląd.
Babiniec to część przeznaczona dla kobiet, do XX wieku przestrzeń ta była oddzielona od nawy głównej belką w podłodze, której przekroczenie było zabronione. Wyjątkiem był ślub i prace porządkowe w świątyni. Babiniec kryty jest dachem dwuspadowym, ma własne wejście. Będąc w babińcu zauważyć można jaśniejsze elementy drewnianych belek - to modrzew którym uzupełniano braki w jodłowych ścianach.

Badacze często zwracają uwagę na podobieństwo między cerkwią radruską a cerkwią w Potyliczu, oddalonym o 20 km, czemu poświęcimy więcej uwagi w kolejnym artykule.
Nawa główna to największy i najwyższy element konstrukcji przeznaczony dla gospodarzy, zwieńczona czworoboczną kopułą zrębową. Obecne wyposażenie  cerkwi składa się z XIX wiecznych ławek z uchwytami na świece, ławy kolatorskiej Lubomirskich i ołtarzy bocznych. Część ta oddzielona jest od prezbiterium ścianą ikonostasową, w której wycięto specjalny otwór.
Cerkwie zachwycają akustyką - tutaj wycięto specjalne otwory które wzmacniają dźwięk na zasadzie pudła rezonansowego. Nawę główną od prezbiterium oddziela ściana ikonostasowa z 1648 roku, stworzona przez malarzy potylickich. To że polichromia na niej ocalała graniczy z cudem biorąc pod uwagę że latami ciekła po niej woda. W tym roku polichromia zostanie odnowiona przez krakowskich konserwatorów i powróci ikonostas złożony ze złoconych ikon tablicowych, który obecnie znajduje się w Łancucie. Przedstawiona tu ikona przedstawia scenę ukrzyżowania z... fundatorami (około 1648 roku, zdjęcie ze zbiorów Muzeum - Zamku w Łańcucie)
wymiana gontu w 2011 rokuPrezbiterium czyli sankturarium to najważniejsza część cerkwi - oddzielona od nawy głównej ikonostasem, który jest granicą między ziemskim a niebiańskim, jest miejscem gdzie odbywa sie liturgia. Wejście do prezbiterium zarezerwowane było dla osób ze święceniami. W jego wnętrzu znajduje się ołtarz zrobiony z ręcznie robionych cegieł z szufladą na naczynia sakralne. Na ścianie znajduje się polichromia z 1648 roku z epitafium dla młodego chłopca. Polichromia przedstawia patrona zmarłego - archanioła Michała oraz Ojców Kościoła, są to Bazyli Wielki, Jan Złotousty i Grzegorz Teolog. Rodzina ufundowała również ikonę procesyjną którą widzicie na tej stronie. Przedstawia ona scenę ukrzyżowania i fundatorów, po prawej stronie klęczy wspomniany już Michał.
Roztocze Wschodnie w XVII wieku wielokrotnie było świadkiem najazdów, na straży rubieży stał wtedy między innymi hetman Jan III Sobieski, który w 1672 roku rozbił jasyr turecki pod Radrużem. Przyszły król wspomina w liście do króla Wiśniowieckiego o 2000 dzieci pozbieranych po tej potyczce na polu bitwy. W takich to czasach porwano żonę wspomnianego już wójta 34 letnią Marię Dubniewiczową - nawet kroniki ruskie mówia o niebywałej urody żonie radruskiego włodarza. Piękna branka miała szczęście w nieszczęściu, z Kamieńca Podolskiego trafiła aż do Istanbułu, gdzie została żoną doradcy sułtana. Zapewniła sobie glejt umożliwiający powrót do domu ale dopiero po jego śmierci,. Czekała na to długich 27 lat. Wróciła do Radruża pod przybraniem ubogiej wieśniaczki, tym sposobem przywiozła ogromne bogactwo nie ryzykując napaści. Wróciła i... mąż staruszek ma drugą żonę bo po 3 latach Marię uznano za martwą. Problem został rozwiązany polubownie - ksiądz pozwolił na wspólne życie trójki staruszków, zaś nasza bohaterka ufundowała za klejnoty tureckie remont cerkwi. W tym roku stary wójt zmarł i za grzech bigamii pochowany został pod drzwiami cerkwi.
Ikona z radruskiej cerkwiZa cerkwią znajduje się tablica ufundowana przez Marię Dubniewicz dla zmarłej żony swego syna Eliasza, który został wójtem po śmierci ojca,. tablica to wyjątkowa, bo napisy są wypukłe. Tekst jest w języku starocerkiewnosłowiańskim, w wolnym tłumaczeniu napisano:
"Tu położono ciało sławetnie urodzonej Katarzyny Eliaszowej Dubniewiczowej natenczas wójtowej radruskiej zmarła roku 1682 miesiąca marca dnia 20 przeżywszy wiosen wszystkiego 24 i miesięcy 4 i tak do Pana odeszła. Amen. 1682"
Oglądając cerkiew nie sposób nie zauważyć kostnicy zwanej swego czasu w przewodnikach chatką diaka - nawet jeśli to nie do końca prawda to nazwa to utarła się i jest używana nadal. kolejnym punktem na placu cerkiewnym jest grobowiec Andruszewskich, byłych właścicieli miejscowości Smolin i Huta Kryształowa. To tutaj powstawały unikalne kryształy, znane w całej Europie. Przykłady kunsztu artystów z Huty Kryształowej zobaczyć można w klasztorze franciszkanów w Horyńcu (żyrandol) i Muzeum Narodowym w Warszawie.
Dzwonnica bojowa, którą widzimy na placu cerkiewnym powstała także bez użycia gwoździ, charakterystyczne dla niej jest wejście, które wymuszało na każdym wchodzącym pochylenie się a to wiadomo, nie ułatwiało szturmu. Jeden sprawny rębacz potrafił zatrzymać w tym miejscu cały oddział. Taką to cerkiew macie okazję zobaczyć na Roztoczu Wschodnim. Czeka tu na Was.
---
więcej o Roztoczu na stronie www.roztoczewschodnie.pl
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Gdańsk - warto zobaczyć

Autorem artykułu jest Zahar

Gdańsk to jedno z najstarszych miast w Polsce, jego powstanie datuje się na końcówkę X wieku, kiedy to pojawiły się pierwsze pisemne wzmianki na temat tego nadmorskiego grodu. Warto odwiedzić to ponad tysiącletnie miasto, poznać jego historię i odkryć urok gdańskiej Starówki.

Jednym z najpiękniejszych miejsc gdańskiego Starego Miasta jest niewątpliwie Droga Królewska, czyli ulica Długa oraz jej rozszerzenie - Długi Targ. Ulica Długa mierzy około 500 metrów - można powiedzieć, że jest „długą” jedynie z nazwy.
Drogę Królewską otwiera renesansowa Złota Brama, idąc dalej możemy podziwiać zabytkowe kamienice (XV-XIX wiek) oraz renesansowy gmach Ratusza Głównego Miasta, którego wieża zwieńczona jest XVI wieczną statuą Zygmunta Augusta. Wchodząc z Długiej na Długi Targ zobaczymy jeden z najbardziej charakterystycznych symboli Gdańska – fontannę Neptuna, a także Dwór Artusa. Drogę Królewską opuszczamy przechodząc przez Zieloną Bramę, za którą rozpoczyna się Długie Pobrzeże… a to przecież tylko skrawek tego, co kryje przed nami Gdańsk.
Gdańsk - mapa z 1687 roku
W Gdańsku znajdą coś dla siebie zarówno miłośnicy historii oraz architektury, jak i kibice. Oprócz zabytków, muzeów i renesansowych domów w Gdańsku znajdują również nowoczesne obiekty sportowe ERGO Arena (na granicy Sopotu i Gdańska) oraz PGE Arena, na której będziemy mogli obserwować zmagania najlepszych piłkarskich jedenastek Europy, podczas finałów EURO 2012.
Warto też zaznaczyć, że Gdańsk stanowi integralną część ośrodka metropolitalnego znanego jako Trójmiasto. Wystarczy więc kilkanaście minut by spacer po Gdańskiej Starówce zamienić w wycieczkę do Gdyni, albo wypad na plażę przy słynnym sopockim molo.
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Holandia, płaska Holandia

Autorem artykułu jest Maurycyszuran

Lubisz górską wspinaczkę? W takim razie trzymaj się z dala od Holandii. Chyba że chcesz zafundować sobie przerwę od pokonywania kolejnych łańcuchów górskich - wówczas kraj Niderlandów okaże się świetnym miejscem na wypoczynek.
Już przed trzydziestoma tysiącami lat na ziemiach dzisiejszego Królestwa Niderlandów - czy raczej jego europejskiej części - osiedlali się ludzie. Jest to bowiem teren niezwykle przyjazny pod względem klimatu, a do celów rolniczych położony wręcz idealnie. Zupełnie przy okazji Holandia jest także bardzo miła dla oka - co napędza tamtejszą branżę turystyczną.

Pod względem krajobrazowym Holandia względnie jest mało zróżnicowana; z pewnością nie znajdziemy w niej tak wielu różnorodnych widoków, jak w Polsce. Jednak to unikalność tamtejszych pejzaży, a nie ich mnogość, sprawia, że miłośnik podróży po prostu musi przynajmniej raz zawitać do kraju. Ogromne równiny, sporadycznie urozmaicane pagórkami, przecinane są przez liczne rzeki i kanały, wpadające do Morza Północnego. Krajobraz ten wygląda wspaniale, gdy przestronne pola - także pola tulipanów - są ubarwione mnóstwem kolorów. Ogromne wrażenie na turystach robią zabytkowe, niewielkie miasteczka, roztaczające leniwą, sielankową atmosferę.

Choć Holandia nie leży szczególnie daleko, Polacy stosunkowo słabo znają jej historię czy dziedzictwo kulturowe. Jest to, co prawda, kraj niewielki (ok. 41,5 tys. kilometrów kwadratowych), zwłaszcza w porównaniu do swoich obszerniejszych sąsiadów, lecz odegrał on dużą rolę w kształtowaniu tożsamości Europy. Warto wspomnieć, że Holandia, tak jak niedawno Polska, przechodziła spod panowania jednego uzurpatora pod kolejne, a jednak nigdy nie zatraciła swojej jedności narodowej.

Do światowej stolicy kapitalizmu (za którą Holandię uważa wielu ekspertów od gospodarki i historii) warto wybrać się o każdej porze roku. Nie zastanawiaj się - łap autostop czy najbliższy samolot, a w razie potrzeby kup bilety autokarowe do Holandii; sama wycieczka z pewnością cię nie rozczaruje. A już na pewno nie przyprawi o lęk wysokości.
--
Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Wczasy w Egipcie - najpopularniejszy urlop wśród Polaków

Wczasy w Egipcie - najpopularniejszy urlop wśród Polaków

Autorem artykułu jest Bilety Lotnicze

Niepewna sytuacja polityczna w Egipcie, tylko nie krótki czas sprawiła, ze Egipt stał się mniej popularny. Według statystyk ten kraj jest wciąż najatrakcyjniejsza opcją wakacyjną dla naszych rodaków.
Egipt Turystyka w Egipcie stanowi główny dochód. Co roku powstają nowe hotele z opcjami all inclusive. Słoneczne plaże, ciepła i czysta woda, atrakcje w postaci przejażdżki na wielbłądach sprawiają, że Egipt wyprzedza co roku inne kurorty. Najpopularniejsza miejscowością turystyczną jest Hurhada. Wcześniej była to mała wioska, obecnie może poszczycić się 25 kilometrową linią brzegową wzdłuż której rozpościerają się przepiękne czyste plaże i kryształowa woda. Jest to główne miejsce uprawiania sportów wodnych. Jest to także jedne z nielicznych miejsc, w których hotele zlokalizowane są na plaży.
Większość hoteli oferuje opcje all inclusive. W mieście znajduje się Aquapark Sindbad, w którym rozrywkę znajda zarówno dorośli jak i dzieci. Oprócz tej rozrywki dostępny jest także rejs łodzią podwodną z oglądaniem wszystkich atrakcji a także ciekawych gatunków fauny i flory.

Będąc w Egipcie nie można nie brać udziału w egipskiej nocy. Noc ma klimat folklorystyczny i polega przede wszystkim na słuchaniu regionalnej muzyki i uczenia się typowych egipskich tańców. Podawane są egipskie przysmaki. To co najbardziej cieszy turystów w Egipcie to na pewno targowanie, które tubylcy uwielbiają. Targi w Egipcie roją się od przeróżnych tkanin i błyskotek a ceny zawsze można wytargować o wiele niższe niż początkowe.

W tym regionie znajduje się mnóstwo zabytków i atrakcji. Do nich zalicza się także klasztory Koptyjskie, które są jednymi z pierwszych istniejących klasztorów chrześcijańskich. Zwiedzanie najstarszej cywilizacji świata przyciąga turystów z rożnych zakątków ziemi. Będąc tutaj musimy koniecznie zwiedzić trzy piramidy: Cheopsa, Chefren, a także Mykerinosa. Piramida cheopsa uznana jest za jeden z siedmiu cudów świata.
W Egipcie znajdują się dwa ważne porty lotnicze: Aleksandria i Kair. Najłatwiej polecieć do Egiptu z Warszawy.
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Biesiada artystów w Omaruru

Biesiada artystów w Omaruru

Autorem artykułu jest Waldemar Delekta

W drodze do gór Erongo zatrzymaliśmy się w prowincjonalnym miasteczku Omaruru, gdzie sztuka, wino i czekolady stały się codziennością. Dzięki winnicom, szlakom artystów i odciskom dinozaurów, to niewielkie miasteczko na pustyni stało się niebywałą atrakcją turystyczną Namibii.

Podczas przejazdu przez most na rzece Omaruru, podróżny czuje wstrząs podniecenia. Miasto Omaruru ma inną energię w porównaniu do większości sennych miasteczek Namibii. Z dorocznym szlakiem artystów, winnicą, własnymi domowymi czekoladkami, i nawet miejscem z odciskami dinozaurów, to miasteczko liczące około 5 000 mieszkańców jest klejnotem turystycznym w sercu Namibii.

Nazwę miasta w języku Otjiherero można przetłumaczyć jako "gorzkie mleko", odnosząc się do kwaśnego mleka produkowanego przez krowy po jedzeniu gorzkich krzewów rosnących w okolicy.
Omaruru spoczywa na brzegu sezonowej rzeki też zwanej Omaruru, która, tak jak większość rzek Namibii, płynie tylko w latach z dużą ilością letnich opadów.
Duże drzewa i roślinność nad rzeką stwarza raj dla ptaków, występuje tutaj prawie endemiczny
frankolin Hartlauba.
Jadąc w kierunku miasta, zauważysz po lewej centrum Tikoloshe Afrika Root Carving gdzie wijąca się droga dochodzi do Wilhelm Zeraua Road.
Tutaj, rzeźby powstają z pni drzew – warto wstąpić do galerii.
Bestie, wszelkiego rodzaju, wycięte z korzeni mopane i drzewa żelaznego, sugerują swoją formą zwierzęta zachowujące jeszcze dzikiego ducha i energię.

Paul Goldbach podziwiał rzeźby korzenia podczas swojej wizyty do Ameryki Południowej, ale
kiedy drzewo jacaranda rosnące na jego nieruchomości musiało być wycięte, jeden z jego Kavango
pracowników fachowo stworzył rzeźbę co dało do zrozumienia że utalentowani ludzie mieszkają praktycznie za progiem. Piętnaście lat temu przeniósł się do Omaruru i otworzył Tikoloshe Afrika Root Carving , gdzie pracuje pięciu artystów Kavango produkujących intrygujące rzeźby drewniane.
Jak każdy korzeń jest inny, każdy z artystów ma swój specyficzny styl, powodując uderzające
zróżnicowanie między poszczególnymi sztukami. Jadąc dalej zobaczysz, Omuntu Sculpture Gardens – park pokoju rzeźby i sztuki, znajdujący się obok sklepu monopolowego Omega. Wystawa prac namibijskich artystów skupiająca dzieła wykonane z surowców wtórnych, głównie ze złomu i odcinków kamienia.
Omuntu, przetłumaczyć możemy jako "istota ludzka" w Oshiwambo co w przenośni odnosi się do ogrodu jako miejsce "bycia", a nie działania.

Hanne Marott-Alpers, który otworzył park w 2009 roku, powiedział kiedyś, że zbyt często identyfikujemy się z się z tym, co robimy, a nie z kim naprawdę przebywamy.
Napis na tablicy przy bramie wjazdowej ostrzega: "Wejście na własne ryzyko. Zachowaj ostrożność, kreatywność na wybiegu " i jasnożółty śmietnik wisi na gałęzi - służący jako koniec
dla odpadów toksycznych, nienawiści, wątpliwości i nietolerancji.
Twórcza praca jest rozłożona jest po ogrodach: metalowe motyle w misce z wodą,
cudownie rzeźbione kamienne posągi spoglądające z trawy, kula z drutu kolczastego zamykająca serca i ptaki, pies ze złomu spaceruje po trawniku.
Park jest miejscem inspiracji i pozwala docenić ten kawałek ziemi dedykowanej dla sztuki i pokoju.
Drogowskaz na Wes Street wskazuje drogę do fabryki czekolady Omaruru’s Dorgeloh Chocolates należącej do małżeństwa Urte i Kalli.
Siedem lat temu, Dörgelohs rozpoczęli produkcję czekolady jako hobby, zaopatrując pensjonaty i przedsiębiorstwa i ostatecznie otwarli małą fabrykę.
Dörgeloh oferuje wybór czekoladek Belgijskich – z likierem, bezalkoholowych i dla osób z
cukrzycą - oraz szereg projektów specjalnych na wszystkich okazje, od Walentynek do wesela. Cały czas wymyślają nowe czekoladki, co utrudnia wybór
między fasolkami z brandy, likierem wiśniowym i dzikimi jagodami.
Kilka restauracji znajduje się w dalszej części głównej arterii - Desert Rose,
oferującej lekkie posiłki w ciągu dnia, a Sand Dragon, smaczne dania i spokojne, relaksujące miejsce do relaksu w cieniu drzew.
Bliss ma galerię sztuki z antykami dla kolekcjonerów i sklep z osobliwymi drobiazgami.
Weź egzemplarz Om Eye- przewodnika po Omaruru z łatwą w obsłudze mapą okolicy i informacjami na temat atrakcji miasta.
Równolegle do Wilhelm Zeraua Road, po drugiej stronie rzeki biegnie Ian Schleepers Drive, nie można jej przegapić. znajdziesz tutaj kilka obiektów noclegowych w tym Kashana, Pensjonat River i pensjonat Omaruru. Kashana Centrum jest warte zwiedzenia ze względu na ciekawe sklepy, restauracje i atrakcyjną Nawa Nawa Art Gallery, zbudowaną przez lokalną osobistość - Trevor Nott, z wykorzystaniem przetworzonych z odpadów materiałów, takich jak gruz i blacha z beczek na dachu.
Jedź dalej drogą szutrową do Kristall Kellerei, jednej z nielicznych winiarni w Namibii, także prowadzonej przez męża małżeństwo Michael i Katrin Weder. Galeria sztuki Namibia, Omaruru
Ta mały winiarnia oferuje zwiedzanie winnic i gorzelni, a także degustację win.
Jest to atrakcyjne miejsce dla różnego rodzaju imprez, serwowane są tutaj dania dziczyzny na zimno, sery i domowego wypieku chleb.
Choć ich flagowe wino Colombard jest dobrze wyważone z domieszką smaku owocowego, uprawia się też Ruby Cabernet, Cabernet Sauvignon, Tinta Barocca i francuską odmianę Petit Verdot.
Kristall Kellerei produkuje dwa rodzaje grappy i wiele ciekawych wódek wykonanych z herbaty Honeybush, małpich pomarańczy i ciernistych gruszek.
Zwiedzanie i degustacja win może być połączona z obiadem i południową bardzo przyjemną
wycieczką.
Tylko dwie i pół godziny na północny zachód od stolicy Namibii - Windhoek, w
sercu regionu Erongo, Omaruru jest wygodnym przystankiem po drodze do gór Brandberg i jego słynnego malowidła naskalnego Buszmenów White Lady i jest łatwo dodać to miejsce do trasy podróży w czasie jazdy na północ Namibii.
Farmy i pensjonaty stwarzają możliwości do zwiedzenia pustyni i okolic gór Erongo.
Omaruru prowadzi doroczny Omaruru Artists Trail odbywający się w trzecim tygodniu maja, gdy artyści otwierają drzwi swoich pracowni dla zwiedzających. Wyścig rowerowy Omaruru Spar Cycle Race ma miejsce każdego lutego. Pełne niespodzianek i uroku, relikwie przeszłości z wyborem wspaniałych domów gościnnych i obietnicą spokoju i ciszy, Omaruru oferuje fantastyczną Namibijską przygodę.
Galeria Nawa Nawa w Omaruru
---
Autor Waldemar Delekta, podróżnik i turysta, poleca więcej informacji o Afryce na stronach: Kapsztad i Wyprawy do RPA
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Intrygujące i orientalne Maroko


MarokoCiekawe, kolorowe, pachnące i tętniące życiem Maroko jest krajem, które wabi turystów z całego świata. Planując tu przyjazd musimy wiedzieć, że jest krajem o zróżnicowanym klimacie. Uzależnione od regionu i pory roku temperatura powietrza znacznie waha się tu między dniem a nocą. Od marca do maja i od kwietnia do października jest tu chłodniej, wtedy najlepiej jest odwiedzać Maroko. Od listopada do lutego trwa tu pora deszczowa. Wiosną jest tu zielono, a temperatura przyjemna. Latem w głębi lądu panują nieznośne upały, ale jest ono doskonałą porą na wędrówki po Atlasie Wysokim i Średnim. Z kolei południe Maroka i Saharę najlepiej jest odwiedzać zimą, czyli od października do lutego.

Intrygujące i orientalne Maroko

Mieszkańcy Maroka są bardzo gościnnym, miłym i chętnym do pomocy turystom narodem. Charakteryzuje ich oryginalna kultura, folklor, radość życia i cenią sobie bardzo wartości rodzinne. Symbolem szczęścia i dobrobytu jest dla nich cukier, dlatego obdarowują słodyczami przyjaciół i gości. Płynem życia jest dla nich herbata miętowa. Wyznaniem przyjaźni i szacunku jest tu każda jej zaproponowana szklanka. W ramadanie, czyli arabskim miesiącu postu poruszanie się po kraju i porozumienie się z jego mieszkańcami może nam utrudnić urlop. Ramadan każdego roku wypada w innym terminie, dlatego warto sprawdzić jego date przed wyjazdem.
Sercem każdego marokańskiego miasta jest targ, czyli tzw. suk, będący niesamowitą mieszaniną niezwykłych kolorów, zapachów i dźwięków. Kupić na nim można dosłownie wszystko! Turyści najchętniej zaopatrują się na nich w orientalną biżuterię, wyroby z mosiądzu, pachnidła, dywany oraz zioła i przyprawy. Na sukach i w większości sklepów nie ma wywieszonych cen, ponieważ w Maroku trzeba się targować. Cena zależy od umiejętności targowania, może ostatecznie wynosić nawet 1/10 ceny pierwotnej. Negocjacje nie obowiązują jedynie w eleganckich sklepach i butikach. Atrakcją marokańskich targów są organizujący mrożące krew w żyłach przedstawienia zaklinacze węży. Można też na nich spróbować oryginalnej, tradycyjnej kuchni tego kraju. Warto połazić po bazarze wieczorem, kiedy oświetlony setkami światełek wciąż tętni życiem.
Warto w Maroku odwiedzić hammam, czyli łaźnię publiczną, które są przeznaczone tylko dla mężczyzn lub tylko dla kobiet oraz takie otwarte w określonych godzinach dla danej płci. Planując urlop w Maroku warto też wiedzieć, że Marokańczykom nie przystoi publiczne okazywanie uczuć do płci przeciwnej. Ponieważ Islam zabrania picia alkoholu, w zdecydowanej większości restauracji i sklepach spożywczych nie jest on sprzedawany. Dostępny jest jedynie w supermarketach, w dużych miastach w nielicznych licencjonowanych punktach sprzedaży, jak również w restauracjach lepszych hoteli.
Lotniska w Maroku znajdują się w Casablance, Rabacie, Agadirze i Marrakeszu. Bezpośrednie połączenie lotnicze Polska ma z nim jedynie czarterowe. Tanie latanie z Polski do Maroka uruchamia na krótko każdego roku irlandzki przewoźnik Ryanair.
-------------------------------------------

Artykuł: Intrygujące i orientalne Maroko pochodzi z serwisu www.wieszak.net

-------------------------------------------
O Autorze
Tomasz K

czwartek, 1 grudnia 2011

Sarnia Skała

Sarnia Skała

Autorem artykułu jest Marcin Walczak

Startujemy w Dolinie Strążyskiej, tutaj również zaczyna się się Tatrzański Park Narodowy, nabywamy bilety wstępu w kasie. Czerwonym szlakiem idziemy w kierunku Polany Strążyskiej. Wzdłuż Strążyskiego Potoku, poprzez las. Płynący potok bardzo kręci. Raz pojawia się nam po prawej stronie, ażeby po chwili znaleźć się po lewej stronie.
My, ewidentnie od startu wyszukujemy krokusów, jednak z lichym plonem. Po prawej stronie szlaku towarzyszą nam ogromne masywy skalne, nad nimi znajduje się Samkowa Czuba.
Skały przybierają fascynujące kształty. Wśród nich reprezentatywne dolomitowe turnie oznaczane Strążyskimi Kominami. Trasa jest łagodna i przyjemna. Po chwili mijamy tzw. Skałę Jelinka. Określona tak z motywu umiejscowionego na niej medalionu i tablicy pamiątkowej, zadedykowanej XIX-wiecznemu czeskiemu pisarzowi Edwardowi Jelinkowi, zaprzyjaźnionemu z Polską i Zakopanem.
Krokusy

Po 40 minutach dochodzimy do Polany Strążyskiej. Z polany jest fenomenalny widok na Giewont wraz z schodzącym z niego urwiskiem. Polana jest popularnym miejscem ze względu na jej atrakcyjność, jak również z powodu przechodzącego przez nią szlaku na Giewont.

Będąc w rejonach Strążyskiej Polany, warto przeznaczyć 30 minut i udać się żółtym szlakiem do wodospadu Siklawica. Wodospad spływa z dwóch prawie pionowo nachylonych skał. Wspólna wysokość wodospadu wynosi 23 metry (wysokość ściany dolnej wynosi 13 m, a ściany górnej 10 m).

Krokusy

Z Polany Strążyskiej udaliśmy się czarny szlakiem w kierunku wschodnim, w kierunku Sarniej Skały. Przed nami 40 minut dosyć męczącego podejścia przez las na Czerwoną Przełęcz. Z Czerwonej Przełęczy prowadzi 10 minutowe podejście właśnie na Sarnią Skałę. O tym czy warto wspinać się na Sarnią Skałę, jesteśmy w stanie się już przekonać zmierzając pod tą "warowną twierdzę". "Twierdzę", bowiem przypomina ona ruiny obiektu zamkowego. Pod Sarnią Skałą mieści się polana, z której posiadamy szansę podziwiać Tatry Zachodnie i oczywiście Giewont, który wyrasta nam przed oczami. Po wejściu, widok zapiera dech w piersiach jeszcze mocniej. Z każdego, z czterech kierunków świata, dociera do nas gigantyczna doza niebiańskich wrażeń wizualnych.
Krokusy

Sama Sarnia Skała jest szczytem w pasie reglowym Tatr Zachodnich o wysokości 1377 m. n.p.m. Konstruują ją wapienie dolomitowe. Uformowane w grzbiet komponujący się z kilku indywidualnych, niewysokich i stromo podciętych turni (ostrego szczytu albo skałki o stromych albo nawet pionowych ścianach, reprezentatywnego dla gór o rzeźbie alpejskiej, przekształconych w rezultacie działania lodowca).

Niegdyś Sarnią Skałę zwano Małą Świnicą i była ona intensywnie penetrowana przez poszukiwaczy skarbów. Dzisiaj jest eksplorowana przez botaników i wielbicieli roślin tatrzańskich. Na jej gołych skałach pięknie zakwitają gatunki roślin wapieniolubnych, m. in. dębik ośmiopłatkowy i dzwonek jednostronny. Znajduje się tutaj także miniaturowa krzewinka - wierzba alpejska, omieg kozłowiec, różeniec górski, jaskier alpejski, kilkanaście gatunków skalnic i wiele innych.
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Florencja - kolebka włoskiego renesansu

Florencja - kolebka włoskiego renesansu

Autorem artykułu jest Szaka

Florencja to jedno z tych miast, które trzeba zobaczyć i można umrzeć. Ten kto był i je widział przyzna mi racje, że to nie jest po prostu zabytkowe miasto, to prawdziwe miasto-zabytek. W każdej uliczce i na każdym rogu czuć tutaj myśl renesansu oraz ducha Medyceuszy - autorów rozwoju Florencji.
Wystarczy przystanąć na Piazza della Signoria i rozejrzeć się wokoło.
Wzrok od razu zatrzyma się na wspaniałym i okazałym Palazzo Vecchio, który został zbudowany jako najważniejszy budynek administracji miasta w okresie republiki florenckiej. Surową bryłę budynku łagodzi nieco stojąca obok misterna Fontanna Neptuna.

Stąd jest już tylko krok do największego muzeum w okolicy – Galerii Uffizi, gdzie tłumy w kolejce ustawiają się do podziwiania najwspanialszych dzieł autorstwa Rafaela, Michała Anioła, Tycjana, Botticellego i innych wielkich artystów. Nie sposób wymienić tu wszystkich tych cudownych dzieł. We Florencji jest również jedno miejsce, gdzie dzieła sztuki powstają na bieżąco i są dostępne dla każdego, oczywiście za odpowiednią opłatą. Miejscem tym jest Ponte Vecchio, czyli Most Złotników na rzece Arno. Tutaj od kilku wieków w małych przybudówkach powstają jubilerskie arcydzieła, które cieszą się niemałym powodzeniem wsród turystów.

Ponad tym wszystkim wznosi się wysoko Katedra Santa Maria del Fiore, ze swoją charakterystyczną, pokrytą czerwoną dachówką, kopułą i stojącą na straży Dzwonnicą Giotta. Jesli komuś jeszcze będzie za mało architektonicznych wrażeń, to można obejrzeć jeszcze Wrota Raju, które strzegą wnętrza baptysterium Jana Chrzciciela.

Aby poczuć atmosferę tego miasta wystarczy zaledwie weekend we Florencji. Dodatkowe podróżnicze porady dla odwiedzających są opcjonalne, gdyż w tym mieście wystarczy sama nasza obecność, aby cieszyć się radością, która z niego płynie. Tyle potrzeba, żeby cudownie spędzić tutaj czas.
---
Toskania to nie tylko wspaniała Florencja, ale też cała kraina winnic, cyprysów i słońca
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Zwiedzanie Polski samochodem - Białowieża, Augustów, Giżycko, Kętrzyn

Zwiedzanie Polski samochodem - Białowieża, Augustów, Giżycko, Kętrzyn

Autorem artykułu jest mala B.

   Przemierzając Polskę samochodem, postanowiliśmy zwiedzić "ścianę wschodnią" i odwiedzić okolice Białowieży i Augustowa, a w drodze powrotnej do Gdańska okolice Giżycka i Kętrzyna.
To bardzo malownicze i cudowne miejsca, szczególnie dla kogoś, kto jest tam pierwszy raz.
Wybraliśmy się do Białowieży, bo ta miejscowość ma swoją renomę, a żubry, które można zobaczyć z bliska stanowiły dla nas największą atrakcję.

       Pobyt w Białowieży ukoi najbardziej skołatane nerwy. Tutaj odpoczywa się cudownie. Czyste powietrze, bardzo dobre jedzenie, klimat niespotykany nigdzie w Polsce to wszystko zaskoczyło nas  całkowicie. Oczywiście na plus. Ta miejscowość w środku lata tętni pełnią życia. Tutaj idąc na spacer można spotkać zespoły w ludowych strojach, które jadą na furmankach śpiewając ludowe piosenki. Przygrywa im harmonia, no po prostu cudo. Ludzie uśmiechnięci, życzliwi - inny świat. Można wypożyczyć rower i odbyć przejażdżkę po Białowieży, albo dalej po okolicy. Obowiązkowa jest oczywiście wizyta w rezerwacie żubrów, gdzie zobaczymy również inne rzadko spotykane, a żyjące w naszych lasach gatunki zwierząt.

     Po trzech dniach pobytu w Białowieży przemieszczamy się ok. 100 km na północ do Augustowa. Jakże inny klimat - gwar, szum, ścisk, ale przede wszystkim wszechobecne TIR-y. Utrudniają one życie mieszkańcom, szczególnie w nocy hałas w budynkach przy ulicy jest nie do wytrzymania. Dlatego lepiej pożeglować, albo tak, jak my wybrać się w rejs statkiem po jeziorach. My wybraliśmy rejs dokładnie po trasie, jaką przemierzał Papież Jan Paweł II w czasie pielgrzymki do Polski. Naprawdę polecam, warto.
      Będąc w Augustowie proponuję poświęcić jeden dzień i wybrać się na wycieczkę Wilno-Troki. Wyjazd rano przed 6.00, a powrót ok. 22.00. Koszt ok. 100zł od osoby. Jeśli ktoś chce zobaczyć to piękne miasto to taka jednodniowa wycieczka jest w sam raz. Natomiast na dokładne zwiedzanie pewnie i tydzień nie wystarczy.

       Wracamy w stronę Gdańska i jeszcze na 3 dni zatrzymujemy się w Giżycku. To nasza baza wypadowa na samochodowe wycieczki do Rynu, Mikołajek, Węgorzewa, Kętrzyna, Świętej Lipki i Mrągowa. Spośród wielu atrakcji polecam w szczególności kwaterę Hitlera Wilczy Szaniec w Gierłoży (znakomicie zorganizowane muzeum z posiadającymi ogromną wiedzę przewodnikami, którzy bardzo ciekawie przybliżają historię tego miejsca), Twierdzę Boyen w Giżycku, Kościół w Świętej Lipce, Zamek w Rynie oraz zachowane bunkry w Mamerkach (niewykorzystany potencjał i trudno trafić).
       Takie wakacje dostarczają tak wielu wrażeń, że później nawet długie jesienne wieczory są za krótkie, aby obejrzeć wszystkie zrobione tam zdjęcia i filmy.
---
mała B. (www.nowepojazdy.blogspot.com)
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl