piątek, 27 kwietnia 2012

Zamek w Czorsztynie - Piękna atrakcja Pienin

Zamek w Czorsztynie - Piękna atrakcja Pienin

Zamek w Czorsztynie (źródło: Wikimedia)
Zamek w Czorsztynie został wzniesiony w XIV wieku przez Kazimierza Wielkiego i do dziś ściąga w Pieniny rzesze turystów będąc główną atrakcją tego regionu.
Zamek królewski w Czorsztynie, a właściwie jego ruiny, leży na lewym brzegu jeziora Czorsztyńskiego na wysokości 588 m. n.p.m. Zamek pierwotnie nosił nazwę Wronin i znajdował się na stromej górze wznoszącej się u brzegu rzeki Dunajec.
Powstanie w latach 90-tych sztucznego zbiornika wodnego u stóp zamku całkowicie zmieniło jego otoczenie.

Obecnie kamienne ruiny zamku znajdują się na terenie Pienińskiego Parku Narodowego, który jest również jego administratorem, natomiast w przeszłości właścicielami Czorsztyńskiego zamku byli między innymi: święta Kinga, król Kazimierz Wielki i rycerz Zawisza Czarny.

Obecny swój wygląd zamek zawdzięcza pożarowi z roku 1795, który pochłonął znaczną jego część a spowodowany był uderzeniem pioruna. Od tego czasu zamek zaczął popadać w ruinę. Do naszych czasów z górskiej fortecy pozostały jedynie malownicze postrzępione ruiny przeglądające się w wodach jeziora. Po wojnie kilkakrotnie próbowano go restaurować, ale dopiero w latach 90. ruiny zamku sukcesywnie udostępniano turystom.

Trasa zwiedzania wiedzie z dziedzińca zamku dolnego, okolonego resztkami murów obwodowych do pomieszczeń zamku średniego. Z zamku średniego, po obejrzeniu kilku reliktów archeologicznych, XVI-wieczną klatką schodową turyści przechodzą na zamek górny. Otwiera się wspaniały widok na Jezioro Czorsztyńskie, zamknięte wałem zapory.

Na prawo od zapory, po przeciwległej stronie Dunajca, nad skarpą jeziora wznosi się średniowieczny zamek w Niedzicy. Horyzont zamykają Pieniny Spiskie i Tatry. Z tarasu schodzi się do wyporządkowanych i częściowo zrekonstruowanych pomieszczeń piwnicznych.
Urządzono tu ekspozycję muzealną (plansze omawiają historię Czorsztyna i zapory) oraz stylową kawiarnię, gdzie latem często przygrywa góralski zespół z Kluszkowiec. Można tam również wybić pamiątkowy medal lub zrobić zakupy w stylowego sklepiku.

Zamek z racji położenia przy historycznym trakcie handlowym (z Krakowa na Węgry) posiada bardzo bogatą historię. Odwiedzany był przez wiele ówczesnych znakomitości, bawili tu: Kazimierz Wielki, Ludwik Węgierski, królowa Jadwiga, Władysław Jagiełło oraz Władysław Warneńczyk. Jak podaje legenda był tu też książę Bolesław Wstydliwy wraz z żoną Kingą, i to właśnie tu znaleźli schronienie przed najazdem tatarskim.

Schronienia w zamku szukali również husyci, Jan Kazimierz uciekający przed Szwedami, powstańcy Kostki Napierskiego, kozacy i konfederaci barscy. Zamek pełnił bowiem rolę granicznej fortecy (kilka razy był oblegany i napadany), komory celnej i ośrodka administracyjnego odradzającego się królestwa pod rządami Kazimierza Wielkiego.
--
Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Mój pierwszy raz w kajaku; dlaczego lepiej wybrać kajak, niż wczasy nad morzem

Mój pierwszy raz w kajaku; dlaczego lepiej wybrać kajak, niż wczasy nad morzem

Autorem artykułu jest Andrzej Świątkowski
Jeżeli trafiłeś na tą stronę to znaczy, że coś już wiesz o spływach kajakowych lub gdzieś coś słyszałeś. Super!
W tym artykule postaram się przybliżyć Ci spływy kajakowe - czym one są, jakich wrażeń dostarczają i dlaczego lepiej wybrać kajak niż wczasy nad morzem.
Na początku zwykle dowiadujemy się od swoich znajomych, że byli na spływie, że było fajnie, że się nie spodziewali takich przeżyć. To wszystko prawda. Kajaki to coś bardzo wyjątkowego. Nie mniej jednak możemy również spotkać się z negatywną opinią typu: "Byłem na spływie i nigdy więcej nie pojadę. Było zimno mokro, ciągle padało, jednym słowem tragedia".
I to też prawda. Na spływie może nam się przytrafić zła pogoda, może padać deszcz i być zimno. Wiele razy doświadczyłem takiej pogody, wiele razy nie kończyłem zaplanowanych tras, ale nigdy pogoda nie stała się przyczyną tego, abym zmienił zdanie na temat spływów.
Spływy kajakowe to nie tylko kajak, woda i wiosłowanie. Spływy to jedna z ciekawszych dyscyplin turystyki kwalifikowanej. Jest dostępna dla wszystkich bez względu na wiek (pamiętajmy jednak, że dzieci zawsze pływają pod opieką osób dorosłych!), płeć i stan zamożności. Płynąc kajakiem mamy okazję zobaczyć i poznać miejsca zwykle nie dostępne z lądu. Jesteśmy z dala od wszechobecnego nas hałasu, możemy poczuć bliskość natury, usłyszeć śpiew ptaków, zachwycić się otaczającą nas przyrodą i przede wszystkim znaleźć niczym niezakłócony spokój. Przebywanie wśród swoich znajomych, przyjaciół tworzy specyficzną atmosferę, wyrabia cenne nawyki, rozwija ukryte uzdolnienia i umiejętności, uczy zdyscyplinowania, podporządkowania się ogółowi, szybkiego podejmowania trafnych decyzji. Na spływach kształtujemy swoją odwagę i zaradność, stajemy się inni, bardziej przyjaźni i życzliwi dla siebie. Wieczorne ogniska przy gitarze, opowieści, wspomnienia na zawsze zapadają w pamięci. Rozmarzyłem się trochę, wystarczy tego słodzenia :)
Na początku ważne jest, abyśmy zasięgneli jak najwięcej informacji o spływach kajakowych. Poszukajmy relacji na stronach internetowych, popatrzmy na zdjęcia z wypraw, podpytajmy różnych znajomych, którzy mieli okazję już pływać kajakiem. Korzystajmy z niezależnych od siebie źródeł informacji i przewodników. Jeżeli zakiełkuje w nas odrobina ochoty, to spróbujmy swoich sił! Wybierzmy się na krótki, jednodniowy 10-15 kilometrowy odcinek rzeki z kimś, kto już pływał, kto trochę zna szlak i będzie nam umiał przekazać najważniejsze wskazówki oraz pokazać i doświadczyć to o czym piszę powyżej.
Wybierając się na pierwszą w swoim życiu wędrówkę kajakiem musimy pamiętać, że nie wszystkie rzeki są dla początkujących kajakarzy. Jedne są łatwiejsze, a inne wymagają dosyć dużych umiejętności. W zależności gdzie będziemy przebywać i gdzie będziemy chcieli płynąć musimy dopytać, czy dany szlak kajakowy jest łatwy, czy trudny.
Na początek osobiście polecam rzekę Krutynię, Biebrzę, malowniczą Czarną Hańczę z Kanałem Augustowskim. Bliżej centralnej Polski Wkrę, Pilicę, która ostatnio staje się coraz bardziej popularna i wiele innych ciekawych rzek. Na pewno nie polecam na pierwszy raz Drawy, Piławy, Łyny, Pasłęki, Wel, Łupawy. Wymienione rzeki wymagają doświadczenia i przeznaczone są dla bardziej wprawnych turystów. Zaplanujmy pierwszą swoją wędrówkę kajakową w słoneczny i pogodny dzień tak, abyśmy w pełni mogli cieszyć się wiosłowaniem i podziwiać widoki.
Będąc już na wodzie w kajaku po kilku przepłyniętych kilometrach zadajmy sobie pytanie, czy zamienilibyśmy tą chwilę na spacer po zatłoczonym deptaku nadmorskim lub też leżenie na plaży. Myślę, że odpowiedź będzie tylko jedna. A jeżeli już złapiecie tego bakcyla kajakowego, to wtedy możecie zacząć planować swoje następne spływy kajakowe po coraz to ciekawszych i bardziej atrakcyjnych rzekach wybierając się na prawdziwą kilkudniową wyprawę z namiotem, śpiworem i gitarą. O tym w jaki sposób się spakować, jaką rzekę wybrać, gdzie wypożyczyć kajak - w następnych artykułach.
---
 www.splywy.kajakowe.org
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Atrakcje Gór Sowich

Atrakcje Gór Sowich

Góry Sowie (źródło: Wikimedia)
Początek wiosny to czas, kiedy powoli zaczynamy snuć plany wakacyjne. Część osób ma swoje ulubione kraje i regiony, które co roku odwiedza, część nie wyobraża sobie wakacji bez morza.
Ale jeśli ktoś jeszcze nie wie, dokąd wybrać się na wypoczynek to polecam Sudety.
Region Karkonoszy ze swym najwyższym szczytem- Śnieżką oraz ze Szklarską Porębą i Karpaczem nie potrzebuje reklamy, bo kto nie słyszał o tych miejscach. Ale nie wiele osób zdaje sobie sprawę, jak piękne i ciekawe są Rudawy Janowickie Góry Stołowe czy Góry Sowie.

Te ostatnie polecam zwłaszcza tym, którzy nie są zbyt wprawieni w przemierzanie szlaków górskich. Dodatkowym atutem jest brak tłumów na szlakach, dzięki czemu wędrując po tych górach można naprawdę odpocząć i nacieszyć się przebywaniem w otoczeniu fantastycznej przyrody.
Najwyższym szczytem Gór Sowich jest Wielka Sowa, której wysokość wynosi 1015m n.p.m. Rozpoczynając zdobywanie szczytu od strony Sokolca mija się po drodze dwa schroniska pierwsze Pod Orłem położone na wysokości 875m n.p.m., drugie schronisko Sowa położone jest pod szczytem, na wysokości 900m n.p.m. Obydwa oferują miejsca noclegowe, a także gastronomię. Na samym szczycie znajduje się wieża widokowa, na którą naprawdę warto wejść- gwarantuje ona widoki zapierające dech w piersiach, zwłaszcza przy ładnej pogodzie.

Sporo niezwykłych atrakcji znajduje się w miejscowościach Gór Sowich. Wystarczy wspomnieć o podziemnym obiekcie Riese pochodzącym z okresu II wojny światowej, stanowiący największy tego typu obiekt na Dolnym Śląsku, który zlokalizowany jest wokół miejscowości- Walim, Sokolec, Głuszyca, na stokach gór Włodarz i Soboń.

Góry Sowie są są niezwykłe przepięknym i urokliwym miejscem,a ich największą zaletą jest fakt, iż należą do pasma, które nie zostało zniszczone przez masową turystykę.
Portal www.moj-dolnyslask.com.pl
--
Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

piątek, 20 kwietnia 2012

W krainie wojowników

W krainie wojowników

Autorem artykułu jest Darek Hencner

Okolice Durbanu w Republice Południowej Afryki są ojczyzną wojowniczego narodu Zulu.
Podczas wycieczki do RPA postanowiliśmy poznać kulturę Zulusów i odczuć prawdziwą atmosferę tego miejsca.
Wschodnie wybrzeże Republiki Południowej Afryki słynie ze złotych plaż i ciepłych wód Oceanu Indyjskiego. Nic dziwnego, że wielu turystów przybywa prosto do Durbanu i rozpoczyna zwiedzanie z międzynarodowego lotniska imieniem King Shaka.
Jeśli poza odpoczynkiem na plaży chcesz poznać lepiej to fascynujące miejsce, polecam wyprawę na północ, mijając Wybrzeże Delfinów (Dolphin Coast), trochę dalej w głąb lądu – do ojczyzny słynnego Shaka Zulu.
Znajdziesz tam nasiąknięte krwią pola bitewne, wojowników uzbrojonych w dzidy i kilka mniej spotykanych zwierząt afrykańskich.
Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od Siyaya Coastal Park, rozciągającego się wzdłuż linii brzegowej na długości 42 kilometrów od ujścia rzeki Umlalazi, daleko od szosy R66, ale wartego odwiedzenia.
Około jednego kilometra od Mtunzini, na północnym wybrzeżu prowincji KwaZulu-Natal, spotkasz dwa rezerwaty przyrody: 1 028 ha Rezerwat Umlalazi i 1 700 ha Rezerwat Amatikulu.
Ten pierwszy, otrzymał status obszaru chronionego w 1948 roku, spotyka się w nim chronionego palmojada (Gypohierax angolensis ) - padlinożerny gatunek jastrzębia.
Dobrze oznakowane piesze szlaki turystyczne przecinają lasy namorzynowe i łąki obok dziewiczych plaż. Po drodze możesz spotkać antylopy dujker i buszbok i kraby uca nazywane często krabami skrzypkami.
Jeśli zdecydujesz się na łowienie ryb lub narty wodne na lagunie, krokodyle i rekiny stanowią zagrożenie ale plaża zapewnia wyjątkowo duże możliwości na pływanie, surfing i wędkarstwo.
Dla tych, którzy pragną zostać na noc, rezerwat oferuje kabiny i kempingi, w przeciwnym razie możesz po prostu wykupić przepustkę dzienną.
Polecam lunch w sklepie z krewetkami (Prawn Shop), jeśli odwiedzasz rezerwat.
Podczas jazdy w głąb lądu trasą R66 w kierunku Eshowe, będziesz przejeżdżać obok pól bitewnych Gingindlovu i Nyezane z wojny pomiędzy Anglią z Zulusami. Wieś Gingindlovu, co tłumaczy się "połykacz słoni", założona została w połowie lat 1800. przez króla Zulu Cetshwayo po krwawej bitwie w której pokonał swych braci.
Bitwa pod Nyezane miała miejsce w tym samym dniu co bardziej znana bitwa pod Isandlwana, dnia 22 stycznia 1879. W Nyezane, jednak, Zulusi ponieśli klęskę, dzidy i tarcze nie miały szans z karabinami Brytyjczyków. W dniu 2 kwietnia 1879, Zulusi zaatakowali ponownie, tym razem pod Gingindlovu, i znów zmuszeni byli do odwrotu ze względu na siłę ognia z Gatling Gun. Granitowy pomnik obok szosy R66 zbudowano dla upamiętnienia poległych żołnierzy.
Miasto Eshowe jest stolicą Zululandu i jest doskonałą bazą wypadową do wielu atrakcji wzdłuż trasy R66. Przed wyjazdem warto będzie zarezerwować degustację piwa Zulu Blonde produkowanego w Zululand Brewing Company.
Mistrz browarnictwa Chennells Richard miał zaszczyt warzyć Zulu Blonde Ale w browarze Marstons w Wielkiej Brytanii dostarczanego do 800 pubów podczas międzynarodowego festiwalu piwa. Zostało ono uznane za najlepsze i sprzedane w pierwszym tygodniu 3 tygodniowego festiwalu.
Chennells został zaproszony ponownie do Wielkiej Brytanii do produkcji kolejnych 120 000 litrów piwa w browarze Everards w Leicester by zasilać lokalne puby podczas inauguracji Mistrzostw Świata w piłce nożnej w 2010 roku i powraca ponownie na JD Wetherspoon
Real Ale & Cider Festival w Marcu 2012.
Jeśli chcesz Degustować inne lokalne piwa odwiedź Happy George Pub w hotelu George, gdzie dostępne są Chelmsford Porter, Bull Horn Bitter, Jantoni Pale Ale (na cześć legendarnego białego wodza Zulusów Johna Dunna) i Ultimatum Pilsner.
Myślę jednak że lepiej powstrzymać się od piwa do czasu zwiedzenia Dlinza Forest Aerial Boardwalk.
Promenada ta zbudowana z drewna, biegnie 10m nad lasem, tuż poniżej canopy tour, przez 125 metrów przylądkowego lasu, na samym końcu jest 20m wysokości taras widokowy, ze wspaniałymi widokami panoramicznymi na wierzchołki olbrzymich drzew.
Dla tych, którzy chcą zwiedzać samodzielnie, powstały trzy trasy o różnym stopniu trudności wiodące przez milkwoods, gigantyczne umzimbeets i dzikie śliwy.
W Dlinza Forest spotyka się ponad 65 gatunków ptaków, w tym zagrożone
Spotted Ground-drozd, rzadki Eastern Bronze-naped gołąb, oraz 80 gatunków motyli.
Odwiedź Fort Nongqayi Museum Village, zbudowany w 1883 roku jako siedziba bosej policji Nongqayi.
Muzeum Historyczne Zululandu poświęcone jest historii tych terenów, natomiast
Vukani Zulu Cultural Museum posiada zbiór tradycyjnych i nowoczesnych rękodzieł Zulusów.
Dla osób pragnących poznać kulturę Zulu, istnieją opcje noclegów w Shakaland, lub nieco dalej,w Kwabhekithunga Cultural Lodge (znanym też pod nazwą Stewart Farm).
Ośrodek wybudowany podczas kręcenia filmu Shaka Zulu, Shakaland jest odtworzeniem Wielkiego Kraalu (domostwo Zulusów), z widokiem na Phobane Lake.
Zwiedzający mogą nocować w tradycyjnych chatach, wyposażonych nowocześnie i
doświadczyć wiele tradycyjnych obrzędów takich jak plemienne tańce, robienie ornamentów z korali, produkcja dzid i picie tradycyjnego piwa z sorgo.
W przeciwieństwie do Shakaland, Kwabhekithunga nie zbudowano z myślą o turystach, był to plemienny dom Mbhangcuza "Thomas" Fakude i jego rodziny. Mieszkańcy wioski zajmują się wyrobem tradycyjnych rękodzieł Zulu i zapewnieniem opieki i informacji dla turystów mieszkających w 23 chatach w stylu ula pszczelego.
Kontynuuj trasą R66, miń Melmoth, miasto z czasów gorączki złota aż dojedziesz do eMakhosini Ophathe Heritage Park, z 26 000ha z dziewiczych gór i dolin.
Rezerwat Ophathe jest częścią parku, spotyka się w nim zagrożone antylopy Oribi, nosorożce, bawoły, lamparty, hieny, żyrafy, zebry i kudu, zobaczysz także eMakhosini - Dolinę Królów. To właśnie tutaj urodził się Shaka i wielu innych wodzów Zulu, większość z nich spoczywa w dolinie. Zbudowany w 2003 roku, “Spirit of the eMakhosini Memorial” to olbrzymi kufel z brązu otoczony motywem rogów różnych zwierząt związanych z każdym z królów Zulu. Tutaj, jeden z tych królów, Dingane (który zamordował Shakę), zbudował swoją królewską rezydencję Mgungundlovu. Przebudowane na muzeum, upamiętnia miejsce, gdzie Dingane zamordował lidera Voortrekkerów - Piet Retief i jego towarzyszy, kiedy najpierw przekonał ich żeby odłożyli broń.
Z eMakhosini jedź dalej szosą R66 do Ulundi, miejsca ostatniej bitwy wojny anfielsko-zuluskiej, a Nongoma to siedziba obecnie panującego monarchy, Króla Goodwill Zwelithini.
Jeżeli przerażają cę te miejsca, jesteś za wrażliwy, jedź trasą R618 do najstarszego rezerwatu w Południowej Afryce - Hluhluwe-iMfolozi, słynącego z działań na rzecz ochrony nosorożców.
Zulu wioskaKról Zulu
---
Darek Hencner, turysta, miłośnik wycieczek do Afryki
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

niedziela, 15 kwietnia 2012

Gabowe Grądy - Staroobrzędowcy w Polsce

Molenna w Gabowych Grądach (żródło:Wikipedia)

Gabowe Grądy to niezwykła wieś położona w województwie podlaskim, blisko Augustowa.
Mieszkańcy miejscowości to w całości staroobrzędowcy, potomkowie uciekinierów z Rosji, którzy osiedlili się w tym miejscu w XIX wieku.
W 1943 wieś została spalona przez oddziały.

Najciekawszym obiektem do zobaczenia jest oczywiście molenna, czyli świątynia w której są odprawiane modlitwy. Molenna nie jest, w przeciwieństwie do cerkwi, miejscem sprawowania eucharystii, którą może odprawiać tylko wyświęcony kapłan. W molennach odbywają się jedynie nabożeństwa prowadzone przez nastawnika, wybieranego spośród członków społeczności.
Obecna molenna w Gabowych Grądach powstała w 1948 na miejscu dwóch dawniejszych (poprzednia uległa zniszczeniu w czasie II wojny światowej).
Orientowana świątynia ma konstrukcję drewnianą, umieszczoną na betonowym fundamencie. Wzniesiona jest na rzucie prostokąta, przykryta dwuspadowym dachem z blachy. Okna są prostokątne, zwieńczone niewielkim łukiem i otoczone ozdobnym obramowaniem. Z zewnątrz budynek jest oszalowany. Od zachodu do molenny dobudowana jest trójkondygnacyjna dzwonnica, w jej przyziemiu znajduje się przedsionek i wejście z dwuskrzydłowymi drzwiami. Poszczególne kondygnacje zwężają się ku górze i oddzielone są daszkami okapowymi. Dzwonnica nakryta jest dachem namiotowym, zwieńczonym cebulastą kopułą z kulą i krzyżem. Wewnątrz świątyni, w części wschodniej, wydzielony jest balustradą kliros (podwyższone miejsce przeznaczone dla nastawnika, prowadzącego nabożeństwa oraz jego pomocników i chóru). Ikony umieszczone są na półkach na ścianie wschodniej (w molennach nie ma ołtarza).

Warto również zobaczyć cmentarz staroobrzędowców w Gabowych Grądach, jedyny czynnym cmentarz tego typu w Polsce. Na grobach znajdują się - zgodnie z zasadami staroobrzędowców - ośmiokończyste krzyże.

Opracowano na podstawie Wikipedii

czwartek, 5 kwietnia 2012

Trans Kalahari

Trans Kalahari

Autorem artykułu jest Darek Hencner

Wspomnienia z wycieczki przez zieloną Kalahari, pustynię, która aż roi się od dzikich zwierząt małych i dużych. Zawsze marzyłem żeby odwiedzić wspaniałą Deltę Okawango. Wreszcie, moje marzenia spełniły się.
Z Johannesburga jechaliśmy prosto do granicy z Botswaną, nasz pierwszy przystanek to wyspa Kubu na Makgadikgadi Pans. Zobaczyliśmy tutaj inny świat. Akacje i bezkresny busz mijane do tej pory, zostały zastąpione przez księżycowy krajobraz, tak płaski jak stół bilardowy.
Tysiące lat temu było tutaj ogromne jezioro, większe niż Szwajcaria.

Wyspa Kubu – to skała granitowa wystająca dumnie z płaskiej powierzchni słonego jeziora - jedno z najbardziej znanych miejsc w Botswanie i w tym przypadku broszury nie kłamią. Fotografowie z całego świata przyjeżdżają tutaj, aby uchwycić niby z innego świata baobaby i kasztanowce, górujące nad głazami.
Przychodzi mi na myśl planeta pełna baobabów, którą odwiedził Mały Książę w słynnej powieści Antoiny de Saint-Exupéry. Na zwiedzanie wyspy przeznaczymy godzinę, następnie John daje krótki wykład na temat starożytnego jeziora i jak to pęknięcie w skorupie ziemskiej doprowadziło do ​​powstania Delty Okawango i Wodospadu Wiktorii.
Będziemy nocować w Nata Lodge, oddalonej 120 km. Nagle poczuliśmy że wolimy tutaj zostać dłużej, godzina nie wystarczy, aby docenić prawdziwą magię tego miejsca przy zachodzącym słońcu.
Kiedy Jeremy Clarkson nakręcał tutaj kontrowersyjny odcinek programu "Top Gear" w 2007 roku, opisał wyspę Kubu jako "najbardziej zadziwiające miejsce w jakim byłem." Pozostawił on nieodwracalne znaki opon na słonym jeziorze, ale miał rację co do Kubu.
Po wczesnym śniadaniu z Nata Lodge wyjechaliśmy w kierunku Delty Okavango, przed nami 600 km asfaltowej szosy przez pustynię Kalahari.

Po drodze zatrzymaliśmy się przy prawdopodobnie największym na świecie posągu mrówkojada, dokupiliśmy benzyny w Maun i zrobiliśmy godzinną przerwę na lunch. To była długa droga, ale nie obyło się bez małych przyjemności, po drodze spotykaliśmy dzioborożce, osły, krowy i ogromne termitiery wyglądające jak kapelusze gigantycznych czarownic. Przed zmrokiem musimy dotrzeć do Nguma Island Lodge.
Spędzimy dwie noce przy Okavango, w miejscu gdzie rzeka rozgałęzia się i tworzy deltę. Nie obyło się tym razem baz małych problemów. Doroczne powodzie dramatycznie uszkodziły ostatnie 12 km szosy, teren okazał się zbyt bagnisty dla 4x2 Forda Rangera. Utknęliśmy w głębokim błocie, na szczęście kiedy próbowaliśmy wydostać się, pojawiły się na horyzoncie dwa samochody jadące w tym samym kierunku. Podróżująca grupa młodych ludzi z RPA baz pytania zatrzymała się i zaoferowała nam pomoc.
Jeden z pojazdów próbował wyciągnąć naszego Forda, ale lina pękła. Sytuacja nie wyglądała najlepiej, koła naszego samochodu były coraz głębiej w błocie.
Na szczęście afrykańscy podróżnicy mieli doświadczenie na bezdrożach, dużo cierpliwości i grubą linę zwaną Puff Adder czyli żmija. W krótkim czasie nasz samochód stanął na twardym gruncie. Mówiąc najprościej, Delta Okavango jest niesamowita. Rośnie i kurczy się co roku, ale zawsze znajduje się tu dużo wody, to taka mająca powierzchnię 15000km² oaza w środku Kalahari.
Nguma Island Lodge jest w części zwanej potocznie rączką patelni (delta określana jest mianem patelni, a rzeka to rączka). Zamieszkujemy w luksusowych namiotach na podwyższonych platformach z łazienkami. Przy obiedzie, wszyscy gromadzą się wokół długiego stołu, gdzie ekscentryczny właściciel Nookie Randall serwuje fantastyczne jedzenie, a my opowiadamy przygody minionych dni.

Następny dzień zaczyna się o świcie wycieczką na mokoro. Tradycyjnie, te płaskodenne łodzie wykonane były z ogromnych pni drzew, obecnie łatwiej jest kupić w Maun łódkę z włókna szklanego za około 3000 pula. Tak zrobione mokoro jest dużo mocniejsze, ale najważniejsze że oszczędza się wiele wiekowych drzew.
W mokoro mieszczą się dwie osoby siedzące i jedna stojąca, która napędza czółno za pomocą długiej tyczki. Jest to idealny środek transportu. Łódki są szybkie i zwrotne, nie robią hałasu jak łodzie motorowe, można nimi swobodnie przemieszczać się z miejsca w miejsce po delcie porośniętej trzcinami i papirusami. Podziwialiśmy wytrzymałość fizyczną naszych flisaków, przez 4 godziny pływaliśmy labiryntem ścieżek przy bezlitośnie palącym słońcu. Po południu udaliśmy się na rejs statkiem po lagunie Guma. Obserwowaliśmy leniwie wyglądające krokodyle i wiele gatunków ptaków.
O zachodzie słońca wznosimy toasty w mniejszym kanale między wyspami papirusów. Momentalnie jesteśmy wszyscy starymi znajomymi. Tej nocy leżę w łóżku i słucham odgłosów delty, rechotanie żab i chór świerszczy przerywany basową tubą hipopotamów. Wygląda na to, że hipopotam chodzi sobie gdzieś w pobliżu mojego namiotu, ale nie chce mi się wstawać, łóżko jest zbyt wygodne. Kolejny dzień zaczyna się również wcześnie rano od tropienia zwierząt. Podczas tej wędrówki obserwujemy stado siedmiu słoni. Do leniwie poruszających się zwierząt, zakradamy się pod wiatr. Nagle jeden ze słoni unosi wysoko trąbę i zaczyna być wyraźnie podenerwowany, w oka mgnieniu te kilku tonowe zwierzęta zaczynają pędzić w naszą stronę. Adrenalina zaczyna działać i większość z nas wiedząc, że nie wolno uciekać zaczyna przyśpieszać. Tropiciel wydaje komendę stop, jesteśmy ustawieni pod wiatr, słonie nas nie czują, rozpędzone stado po chwili skręca w stronę lasu i znika w gęstwinie drzew. Okazało się, że słonie poczuły inną grupę, która podchodziła do nich z wiatrem. Nic się nie stało, ale dało nam to do zrozumienia jak szybkie potrafią być słonie.
Popołudnie spędzamy na kąpieli w Delcie Okawango, zdaniem lokalnych osób, takie pływanie jest bezpieczne, hipopotamów nie ma w pobliżu a krokodyle o tej porze dnia odpoczywają. W wodzie aż roi się od małych rybek. Wystarczy się nie ruszać przez chwilę, aby rybki zaczęły skubać nogi i zjadać stary naskórek. Następny dzień rozpoczynamy o wschodzie słońca. Naszym celem jest kemping Ngepi, również nad brzegiem rzeki Okavango, po drugiej stronie granicy w namibijskim pasie Caprivi. Ngepi jest w odległości tylko 90 km, ale najpierw zboczymy z trasy 80 km do Tsodilo Hills - kilku niskich gór na zachód od Delty Okawango.
Skały wyrastają niespodziewanie z płaskiej równiny, ozdobione są ponad 2000 eksponatami sztuki naskalnej Buszmenów. Tsodilo to jedyne w Botswanie miejsce wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, stanowiące wielkie znaczenie duchowe dla Buszmenów i innych plemion lokalnych, którzy odwiedzali te wzgórza od wieków by obcować ze światem duchów.
Jednym z najlepiej zachowanych malowideł jest panel przedstawiający antylopę eland, i opisany przez Sir Laurens van der Post, który odwiedził Tsodilo w 1958 roku. "Miałem wrażenie, że byłem we wspaniałej, prehistorycznej świątyni " Van der Post napisał.
Tsodilo jest mylące: niesamowity krajobraz, bogate dziedzictwo artystyczne - wszystko to stwarza wyjątkowe i niezapomniane miejsce, ale kemping jest zaniedbany, centrum informacji marnie prowadzone a nasz przewodnik jest mniej niż entuzjastyczny (a może to nie jego wina - Buszmenom nadano wyłącznie nominalne prawa do tego miejsca i są zmuszeni do życia w wiosce oddalonej 2 godziny pieszej wędrówki).
Musisz spędzić w Tsodilo co najmniej jeden dzień by w pełni go docenić, nie mamy na to czasu, wyruszamy w dalszą drogę. Jedziemy asfaltówką A35, przez przejście graniczne Mohembo do Namibii, i docieramy do Ngepi późnym popołudniem. Powitani jesteśmy przez dzieci robiące dużo hałasu na bębnach wykonanych z puszek i wiader.

Nasi przewodnicy John i Henkie nie mogli doczekać się Ngepi. Oczywiście, jest to ich ulubione miejsce i wkrótce zrozumieliśmy, dlaczego. Bar, ozdobiony dwoma czaszkami hipopotamów i odwrócone łodzie mokoro, służących jak siedzenia, wyglądają jakby miały tutaj miejsce niesamowite imprezy na przestrzeni lat. Jest tutaj odgrodzony "basen" w rzece Okavango, bezpieczny od hipopotamów i krokodyli.
Domki na drzewach i tradycyjne chaty, gdzie będziemy zakwaterowani są tuż przy wodzie, a cały kemping ma ponad 2 km długości, więc nie zabraknie nam otwartej przestrzeni, nawet jeśli pojawi się parę grup turystów. Po trzech nocach tutaj spędzonych, mogę śmiało powiedzieć, że jest to najlepszy obóz w jakim kiedykolwiek spałem.
Czasem proste słowa określają to najlepiej, tak jak slogan kempingu Ngepi - "mieć życie". Dnie spędzaliśmy na odpoczynku, pływaniu i wędkowaniu. Wieczorami wszyscy gromadzili się wokół ogniska, podczas gdy John i jego zespół szykował: pieczone na grillu mięso, curry z kurczaka i słodkie desery. Następnie duży garnek kawy gotowanej na ogniu. Sąsiednie Buffalo i Mahango warto odwiedzić jeśli masz na to czas. Jadąc brzegiem Okavango możesz spotkać bawoły, hipopotamy i słonie. Mahango ma cztery zwierzęta z "Wielkiej Piątki Afryki" (brak nosorożca), jak również antylopy szablorogie i końskie - gatunków rzadkie nie często spotykane w Afryce Południowej.
W nasze ostatnie południe w Ngepi wybieramy się na rejs o zachodzie słońca. Kiedy słońce, jak pomarańczowa kula wisi centymetrów nad horyzontem, John prosi nas pozostać całkowicie nieruchomo przez całą minutę, abyśmy mogli słyszeć naturę
Płyniemy łodziami mokoro przez Okawango.Kąpiel w Okawango z krokodylami
---
Darek Hencner, turysta, miłośnik wycieczek do Afryki
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Piękne regiony Polski - Mazury

Piękne regiony Polski - Mazury

Autorem artykułu jest Radosław Pokrzywnicki
Gdy po wielu latach znudzą nam się wyprawy nad morze, a kolejki na Krupówkach w końcu zaczną nas bardziej odstraszać niż przyciągać, nadejdzie w końcu chwila, by zdecydować się na podróż w nieznane.
Pięknych regionów w naszym kraju jest nie mało.
Który jednak spełni nasze oczekiwania w 100%? Odpowiedź jest prosta - Mazury.
Mazury to zdecydowanie jeden z najpiękniejszych rejonów Polski. Nazywane często "Krainą tysiąca jezior" w pełni zasługują na swoją nazwę. Próżno bowiem szukać, drugiego, tak pięknego, tętniącego życiem regionu w Polsce. Gdy na Śląsku ciężko złapać czyste powietrze, na Mazurach oddycha się pełną piersią. Gdy nad morzem brakuje miejsca, by rozłożyć koc i wbić w piasek kolorowy parasol, nad ciepłymi wodami mazurskich jezior, turyści swobodnie przechadzają się po plaży.
Zamiast kupować kolejną góralską motykę w Tatrach, na Mazurach można w tym czasie wypożyczyć motorówkę lub jacht i wyruszyć na podbój okolicznych wód. To wszystko sprawia, że Mazury to niezwykle urokliwe miejsce, które z każdym kolejnym sezonem zdobywa nowe rzesze sympatyków.
Poza walorami czysto przyrodniczymi, na Mazurach można również zwiedzić bardzo ciekawe miejsca. Za przykład mogą tu świetnie posłużyć takie obiekty jak Zamek Krzyżacki w Rynie, tajemnicza piramida w Rapie czy Kanał Mazurski. Jest to jednak jedynie ułamek wspaniałych miejsc jakie można obejrzeć na Mazurach.
Niestety, ze szkodą dla nas samych, często wybieramy "utarte szlaki" i dlatego, co roku jezdzimy w te same miejsce nad morze czy góry. Jesteśmy zbyt wygodni, by przesiąść się z wygodnego samochodu do łódki lub na rower. A szkoda, bo przy odrobinie chęci, można odkryć naprawde niezwykłe miejsca, które tak naprawdę są pod naszym nosem. Nawet nie orientując się w topografii Mazur, bez żadnego problemu można na miejscu, wypożyczyć informator turystyczny, by wszystkie niezbędne informacje dotyczącej naszej podróży mieć w kieszeni.
Dodatkowo, dobre hotele na mazurach i różnego rodzaju pensjonaty, bardzo chętnie oferują dodatkowe usługi, takie jak wynajęcie lokalnego przewodnika, który chętnie opowie nam o miejscowych atrakcjach.
Jak widać, podróż na Mazury, to nie podróż w głąb dżungli - tutaj każdy turysta możne liczyć życzliwą pomoc.

--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Atrakcje turystyczne Olsztyna

Autorem artykułu jest Radosław Pokrzywnicki
Jeśli naszą pasją są podróże, to z pewnością powinniśmy zwrócić uwagę na stolicę Warmii i Mazur - Olsztyn.Czy to piękne miasto, jest nam w stanie zaoferować coś więcej niż zielone lasy i czyste jeziora?
Czy odnajdziemy tu miejsca warte odwiedzenia?
Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista. Olsztyn, będąc stolicą jednego z największych województw w Polsce, łączy w sobie wiele zalet. Do olsztyna zjeżdzają turyści i biznesmani już nie tylko z całego kraju, ale również z innych państw Europy. Bliskość Rosji i innych krajów byłego związku radzieckiego również wpływa pozytywnie na wielokulturowość tego miasta.
Jeśli chcielibyśmy odwiedzić zabytki Olsztyna, w pierwszej kolejności należałoby udać się na olsztyńskie Stare Miasto. Olsztyńska starówka choć nie jest największa w porównaniu do innych polskich miast, zdecydowanie ma kilka zalet.
Powstały w ok. 1348 roku Zamek Kapituły Warmińskiej w Olsztynie, stanowił kolebkę powstania późniejszego miasta. To wokół jego murów w XIV wieku powstawał zalążek przyszłej stolicy Warmii i Mazur. Administratorem Zamku w latach 1516-1519 i 1520-1521 był sam Mikołaj Kopernik.
Jest to piękny zabytek, zdecydowanie godny odwiedzenia, zwłaszcza, że w jego wnętrzu znajduję się aktualnie Muzeum Warmii i Mazur.
Muzeum powstało 29 marca 1945 roku i od tamtej pory sytematycznie powiększa swoją kolekcje. W zbiorach muzeum można odnaleźć zabytki z takich dziedzin jak archeologia, historia, numizmatyka, sztuka, rzemiosło artystyczne, piśmiennictwo i kultura ludowa. Do jego majątku należą miedzy innymi wspomniany Zamek Kapituły Warmińskiej, Zamek biskupów warmińskich w Lidzbarku Warmińskim, pola grunwaldzkie w Stębarku, pałac Dohnów w Morągu czy część ratusza w Szczytnie.
Wkraczając na olsztyńskie Stare Miasto nie można niezauważyć innego znakomitego zabytku. Jest nim Wysoka Brama z XIV wieku. W 2003 roku Wysoka Brama została odrestaurowana, a w jej blendzie umieszczono podarowany przez Jana Pawła II wizerunek Matki Bożej Królowej Pokoju.
Kilkaset metrów za Wysoką Bramą, znajduje się Bazylika Archikatedralna pod wezwaniem Św. Jakuba Starszego.
Był to pierwszy Kościół w Olsztynie, wznoszony od pierwszych dni powstawania miasta.Jest to miejsce niezwykłe i powinno koniecznie znaleźć się na naszej liście zabytków podczas zwiedzania Olsztyna.
Bez wątpienia w cały Olsztynie i jego okolicach, zabytków można znaleźć co nie miara.Planując podróż, warto zaopatrzeć się w informator turystyczny lub wyjąć przewodnika, by w ciekawy sposób urozmaicił nam zwiedzanie tego niezwykłego miasta.
Niektóre hotele w Olsztynie, udostępniają miejskich przewodników bezpłatnie, więc warto przed przyjazdem zaplanować sobie nocleg w dobrym hotelu np. nad jeziorem. Z całą pewnością, odwiedzający Olsztyn turyści nie będą się tu nudzić, gdyż jest to miasto nie tylko pełne zabytków, ale przede wszystkim miastem z pięknym pejzażem o niebagatelnej, artystycznej duszy.
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Co Warto Zwiedzić We Wrocławiu


WrocławWrocław to miasto ze starymi korzeniami o wielosetletnich tradycjach. Przez spory czas był pod władaniem Niemiec i paradoksalnie dzięki temu niemało zyskał zarówno pod względem architektonicznym, jak i kulturowym. Obecnie jest to nowoczesna część Polski frontem nastawiona do zachodniej Europy i coraz prężniej rozwija się pod wieloma względami.

Stolica Dolnego Śląska to dziś wizytówka naszego kraju – tak śmiało można powiedzieć o Wrocławiu. W tym mieście łatwo się zakochać. Liczne zabytki oraz atrakcje przyciągają rzesze turystów, także tych z zagranicy.
Urokliwe kamieniczki mieszczące kawiarnie i restauracje tworzą niewątpliwy klimat tego miasta. Także hostel Wrocław stara się w podobny sposób przyciągnąć do siebie podróżnych zapraszając ich na kawę w ramach przerwy w zwiedzaniu. Coraz częściej można usłyszeć w okolicach Rynku mowę niemiecką czy też angielską, choć zdarzają się także turyści z Dalekiej Azji. Jest to spowodowane licznymi fabrykami firm z tamtejszego rynku przemysłowego.
We Wrocławiu warto udać się na Ostrów Tumski. Jest to wyspa położona w samym sercu miasta. Na niej znajduje się Katedra, piękna budowla wykonana w stylu gotyckim. Uroku dodają jej latarnie gazowe zapalane po zmroku przez latarnika. W sezonie letnim nie sposób nie spotkać młodych par pobierających się właśnie w Katedrze. Jest to z pewnością niewątpliwe przeżycie dla nowożeńców.
Równie wartą polecenia częścią tego miasta jest tak zwana wielka Wyspa czyli wschodnia cześć metropolii. To tutaj znajduje się najstarsze w Europie ZOO prężnie rozbudowujące się o nowe pawilony z egzotycznymi gatunkami zwierząt. Także warto udać się do nieopodal umieszczonego Ogrodu Japońskiego otwartego kilka lat temu po gruntownym remoncie.
Podsumowując we Wrocławiu jest sporo do zwiedzenia dlatego też warto wybrać się tam na dłużej by móc spokojnie zobaczyć te wszystkie miejsca. Z pewnością będzie łatwiej dotrzeć podróżnym dzięki nowo otwartemu terminalowi lotniczemu oraz AOW czyli Autostradowej Obwodnicy Wrocławia. Niebawem do użytku zostanie oddany także Dworzec Główny, kolejowy.

O Autorze

Miłosz, zainteresowania: głównie branża budowlana ; seogaleria@gmail.com
 Źródło: Co warto zwiedzić we Wrocławiu - milosz