sobota, 25 lutego 2012

Wczasy nad polskim morzem

Wczasy nad polskim morzem

Autorem artykułu jest katia81

Niechorze leży na Pomorzu Zachodnim, jest jedną z miejscowości wchodzących w skład gminy Rewal. Jest to gmina niezwykle dynamicznie rozwijająca się, stawiająca przede wszystkim na szeroko rozumianą turystykę oraz rozkwit bazy sportowej i rekreacyjnej.

W prawie każdej miejscowości funkcjonuje centrum sportu i rekreacji, a to z kolei mocno przyciąga nie tylko turystów, ale również profesjonalnych sportowców. Niechorze to doskonałe miejsce na wczasy nad morzem.

W Niechorzu znajdziemy wszystko, z czego słynie polskie morze, wspaniałe plaże, ikonę wybrzeża - latarnię morską, smażalnie ryb jak również urocze knajpki gdzie w letnie wieczory muzyka gra do tańca. To nadzwyczajny ośrodek wypoczynkowo-wczasowy z bogatą tradycją. Mnogość atrakcji nikomu nie pozwoli się nudzić, a jedyne o co musimy zadbać, to o atrakcyjnie położone i przystępne cenowo noclegi - najlepiej niedaleko plaży a jednocześnie z daleka od ścisłego centrum. Chociaż tutaj nie wszyscy podzielają pogląd, że na wczasy nad morzem powinno się jechać w ustronne miejsce. Czasami wskazane jest stacjonować nieopodal centrum, w sąsiedztwie charakterystycznego życia wczasowego, które toczy się w sezonie wczasowo-wakacyjnym właśnie w takich miejscowościach nadmorskich jak Niechorze.

Latrnia morska w NiechorzuNiechorze znane jest między innymi z fantastycznych plaż. Przy plaży do dyspozycji urlopowiczów pozostają niedrogie wypożyczalnie sprzętu sportowego, restauracje, sklepy pamiątkarskie i mała gastronomia czyli kawa i herbata, lody, hamburgery, rurki z kremem i zapiekanki. W Niechorzu można wybrać się na mały spacer w głąb morza korzystając z niewielkiego molo. Idąc plażą w kierunku zachodnim dojdziemy do klifu obwarowanego rozległym betonowym chodnikiem, który dzisiaj służy jako przyplażowa ścieżka spacerowa.
W samym centrum Niechorza życie turystyczne toczy się wokół głównej ulicy, gdzie funkcjonują bary, knajpki i lodziarnie, jak również mniejsze lub większe budki sklepowe. Kiedy nie dopisuje pogoda warto odwiedzić Muzeum Rybołówstwa, z którego słynie Niechorze. Znajdziemy tam ciekawe okazy ryb, rybackie sieci i sprzęt stosowany przez rybaków do połowu a także rybackie kutry i oczywiście coś, co ściśle kojarzy się z Bałtykiem, czyli imponującą kolekcję bursztynów.

Po zachodniej stronie Niechorza stoi imponująca latarnia morska, kapitalnie utrzymana, na którą to będąc w Niechorzu lub w pobliżu koniecznie trzeba wdrapać się pokonując kilkaset stromych i krętych stopni. Na samej górze wybudowany został nieduży widokowy taras, z którego oglądać możemy teren Niechorza i okolic w promieniu 20-stu km. Niepowtarzalne krajobrazy i widoki na rozciągające się nieomalże w nieskończoność morze jak również jezioro Liwia Łuża oraz na samo miasteczko na długo pozostaną w pamięci. Po opuszczeniu latarni można wsiąść do kolejki wąskotorowej jeżdżącej z Gryfic i przebyć swego rodzaju wycieczkę w czasie.
---
Noclegi nad morzem
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Slana Voda - Babia Góra

Slana Voda - Babia Góra

Autorem artykułu jest Marcin Walczak

Babia Góra (1725m), sama nazwa już sugeruje, że występuje tu dosyć interesujące powiązanie: kobiety i góry. Porównanie kobiety do Babiej Góry albo Babiej Góry do kobiety obejmuje wiele zadziwiających wniosków. 
Ewidentnie byle jakiej góry bym do kobiety nie odważył się porównywać (byle jakiej kobiety do Babiej Góry także). Lecz Babią Górę, hmm ... Babią Górę... no coś w tym jest.... Wojciech Mann bez wątpliwości by to skwitował - to się facet porwałeś!. Rozważania te będą prologiem do aseksualnej relacji z wycieczki na Babia Górę od strony słowackiej. Czyli żółtym szlakiem ze Slanej Vody.

Jak chłopak poznaje dziewczynę albo mężczyzna kobietę, to często myśli, że pojawiła się największa namiętność w jego życiu. Oczywiście od razu staje się ona dla niego najpiękniejsza kobietą globu. Co jednakże gdy rzeczywiście jest najpiękniejsza na naszym globie? Ba, niech będzie nawet w setce najpiękniejszych niewiast globu? A jej uroda będzie zjawiskiem międzyplanetarnym! To ma on niestety duży kłopot! I pozwolę sobie zacytować Jerzego Pilcha: Zobaczyłem ją i popełniłem błąd frajerski - zamiast poprzestać na podziwie - postanowiłem ją zdobyć.

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem Babią Górę, również nie poprzestałem na podziwianiu. Moja pierwotna próba jej zdobycia skończyła się klęską. Jesienna nawałnica niczym podejrzliwy adorator, brutalnie ukazała, że Babia Góra dziś nie jest dla mnie dostępna. Taki kobiecy kaprys.

Jednakże to czego nie uda nam się osiągnąć - kusi coraz wybitniej. Jak cichy nocny szmer hipnotyzuje umysł i ciało. Panuje nad nami jak narkotyk. Aż w wreszcie wracasz do Niej. Zdobywasz ją z jednej i z drugiej strony. Za dnia i w nocy. O poranku i o zmierzchu. Zimą i latem. Tylko skoro ona taka najpiękniejsza to musi mieć wielu wielbicieli. Ty z niej schodzisz, ktoś na nią wchodzi... Wtedy zdajesz sobie sprawę, że twój związek z Najpiękniejszą Górą Świata nie jest tylko twoim z nią związkiem. Bo amantów to ona ma wielu. A ile wielbicielek, ło matko.... Czym trudniej jest dostępna, tym mniej odważy się ją zdobywać. Z drugiej strony, jeżeli Górka nie jest atrakcyjna, to mało kto ją chce zdobywać.
Przełęcz Glinna - dawne przejście graniczne
Przełęcz Glinne - dawne przejście graniczne
 Czasy gdy na granicy spędzaliśmy większą część naszej wycieczki minęły. Przynajmniej na Przełęczy Glinne. Nie określa to jednakże, że nie można spędzić tu troszkę czasu. Czekając na Piotra, postanawiam sprawić mały spacer. Poranny koncert na niebie jest dobrą sposobnością żeby wyjąć aparat z plecaka. Nie kontrolowałem rano temperatury, jednakże mój nos mówi mi, że jest diabelsko zimno. Dzień budzi się do życia, a Piotr jest w Żywcu.

Nagle coś mi śmigło na krakowskich blachach. Piotr nie spostrzegł mojego auta, gdyż ładnie schroniło się za zaspami. Przejechał na teren Słowacji :) Szybki telefon i spotykamy się już po słowackiej stronie. Jedziemy już wspólnie w stronę Slanej Vody.
Babia Góra ze Slanej Vody
Babia Góra ze Slanej Vody

Startujemy ze Slanej Vody. Jest tu schronisko, o jakim mogę napisać tylko tyle, że mają nader dobry kapuśniak, leją piwo i nocleg w granicach 9-10 euro. Więcej pisać o nim nie ma sensu. Po prostu nie ma się czym poruszać. Więcej wrażeń pozostanie dla naszego szlaku prowadzącego na Najpiękniejszą Górą Świata - Babią Górę. Szlak żółty, jakim podążamy to z początku, jak to Piotr nazwał - ul. Marszałkowska. Rewelacyjnie odśnieżona aleja, z miłymi dla oka zaspami po boku. Podążamy Aleją Hviezdoslava (utworzona w roku 1974, zajmuje obręb 9,3 ha)- czyli objętą ochroną świerkowa aleją. Nazwę wywodzi się od nazwiska słowackiego poety, tworzącego swoje utwory pod Babią Górą. Ciągnie się ona aż do dużej polany z którą łączy się jezdnia ze Slanej Vody, złączenie z niebieskim szlakiem (Paseky 868m).

Cały czas idąc odśnieżoną trasą dochodzimy do muzeum Hviezdoslava. Podobno znajdują się tutaj wiele przedmiotów należących do dwóch słowackich poetów: Jednakże my mamy klarowny cel - Babia Góra. Wizytowanie i tak z pewnością zamkniętego muzeum odbiłoby się na czasie naszej wyprawy.

Po chwili zauważamy dość solidną maszynę, która była dostępna za powstanie Marszałkowskiej. Potężne koła, a na nich łańcuchy gwarantowały komfort pracy w takich warunkach. Rzucę tutaj przypuszczenie, że Marszałkowska prowadzi być może do samej granicy z Polską. Co ciekawe, nie tak wiele brakowała, a byśmy to sprawdzili na własnej skórze :)

Za zabudowaniami, ślad odbija w lewo. Dla nas oznacza to w tym momencie koniec odśnieżonej drogi. Szlak natomiast jest przechodzony przez słowackich skitourowców a także jednego piechura. Nie przekształca to faktu, że i tak się zapadamy nader głęboko w śnieg. Jednakże nie trwa to długo, gdyż po 10 minutach znowu powracamy na naszą Marszałkowską. Zadowoleni z lepszej nawierzchni zostawiamy za sobą tabliczkę ( nader mocno już zasypaną) wiodącą na Babią Hore. Nie wiem jak długo szliśmy dalej odśnieżona trasą, jednakże w pewnym momencie zrobiło się to nazbyt niepokojące. Żółty ślad po prostu znikł, czasem zimą robione są zamienne wersje szlaków. Ale tym razem coś nam tu nie pasowało - zwłaszcza kierunek naszej wędrówki. Konfrontacja z mapą i decydujemy się powrócić do miejsca, w jakim wkroczyliśmy ponownie na odśnieżona jezdnię.

Zaspy i widok w stronę doliny
Zaspy i widok w stronę doliny 

Tym razem zauważamy tabliczkę wiodącą na Babią Horę. I według oczekiwań wędrujemy bardzo źle przetartą dróżką. Najpierw nader łagodnie, bez większych przewyższeń podążamy wzdłuż potoku Bystrej. Teraz patrząc na mapę widzę, że w niedalekiej odległości od naszego szlaku znajduje się wodospad na Bystrej. Ale w tych warunkach nie słyszeliśmy jego odgłosów. Nie mam nawet wyobrażenia jak duży on może być. Dochodzimy do miejsca, w jakim musimy przejść jeden z napływów Bystrej. Jest tu nawet duży most, bardzo zjawiskowo oblepiony śniegiem. Po drugiej stronie potoku decydujemy zrobić odpoczynek.

Dalsza część szlaku przynosi już coraz większe podejścia. Mijają nas skitourowcy, którzy nie zapadają się w śniegu tylko idą rytmicznym krokiem na grzbiet. Daje do myślenia. Tym wybitniej, że następnie można sobie zjechać w dół. Twierdzenie jednego ze Słowaków - Na dole Arktyka a na górze Tropiki - jest jak najmocniej odpowiednie. Dzisiaj mamy sporą inwersję. Na dole było ok. kilkanaście stopni mrozu, a w tym momencie decyduję się na ściągnięcie kurtki. Nie mam wyobrażenia jaka temperatura jest w tym rejonie. W sumie nie wiele mnie to interesuje, jest po prostu gorącą. Ściągam także czapkę, bo udało nam się trafić na bezwietrzną pogodę. Od razu przyjemniej!
Z prawej strony wystaje Chocz, reszty nie rozpoznaję :)
Z prawej strony wystaje Chocz, reszty nie rozpoznaję :) 


Dochodzimy do polany, widoki są piorunujące. Na język cisną się mnogie słowazachwytu. Trzeba uhonorować, że widokowo szlak ten jest sporo bardziej interesujący aniżeli nasze rodzime szlaki. Kolosalna panorama nie ma sobie równych. Kolejny odpoczynek....

Powoli zaczynamy wychodzić z pasma lasu. Jest ich coraz mniej, jednakże każde uroczo zmrożone. Dosyć mocne słońce powoduje, że co jakiś czas słyszymy spadający z gałęzie śnieg. Ciężar jaki wytrzymują te gałęzie robi wrażenie. Łatwo rozpoznać, z której strony świeci słońce, gdyż większość drzew z południowej strony przedstawiało swój ciemnozielony kolor, a z północnej przykryte były zlodowaciałym śniegiem.
Nie tylko my podążamy na szczyt
Nie tylko my podążamy na szczyt 


Jak dla mnie robi się coraz cieplej. Wzniesienie zrobiło się dosyć dotkliwe, a zapadające się nogi zaczęły dawać zapowiedzi zmęczenia. Piotr wyraźnie lepiej się trzyma i zachowuje lepsze tempo. Znajdujemy się coraz bliżej fundamentalnej grani. Przedeptana część szlaku prowadzi nas na grań w okolicach Zimnej Przełęczy. Żółty szlak normalnie trawersuje szczyt i dochodzi do Babiej Góry od strony południowej. My doszliśmy na kluczowy grzbiet od kierunku Przełęczy Brony, mniej więcej na wysokości Zimnej Przełęczy.

Bardzo intensywnie wiejące wiatry i duży mróz spowodowały, że nieliczne choinki obrały wspaniałe kształty. Wyglądem przypominające wędrowców idących na grzbiet. Wspaniały widok!

Podstawowa grań jest bardzo dobrze przetarta, pojawia się coraz więcej wędrowców schodzących ze szczytu albo podejmujących próbę jego uzyskania. Nie jesteśmy już sami, można nawet zakomunikować, że jest tłok. A Najpiękniejsza Góra Świata patrzała na nas z góry. Widząc moje siódme poty podczas zdobywania jednego z przedwierchołków. Była jakaś leniwa. Może zmęczona? Na pewno jednak w dobrym humorze. Było nadal bezwietrznie, może delikatne powiewy czasem dało się odczuć. Słońce cały czas nas ogrzewało. Zdobywamy po raz następny szczyt Babiej Góry. Kolejny raz dane jest nam oglądanie niezrównanej panoramy Tatr z Babiej Góry. Pamiątkowe zdjęcia, konwersacje z poznanymi turystami. Jeden z nich mówi, że był już na Babiej Górze ze 150 razy. Hmmm.... Osobiście, może naciągnąłbym do 10% tego rezultatu. Ale czy to ma znaczenie? My pokonaliśmy Babią Górę pierwszy raz od słowackiej strony. A dziś mało kto posiadał gratkę tego dokonać!

Wracaliśmy tą samą drogą. Pierwotnie w planach był powrót przez Małą Babią Górę. Jednakże nie wiedzieliśmy czy szlak ten jest przetarty. Świadomość przedzierania się przez śnieg po pas po dziewiczym dla nas terenie skłonił nas do powrotu po naszych śladach. Co oczywiście nie symbolizowało wcale, że nie będziemy się zapadać. Szczęśliwie dochodzimy do obiektu schroniska w Slanej Vodzie. Zamawiamy gorący posiłek. Piotr smażony ser i kofolę. Ja wcinam kapuśniak. Robi się już ciemno. Czas wracać do domu.

Dla mnie było to kolej nowo nabyte doświadczenie powiązane z Babią Górą - podejście od Słowackiej strony. Muszę przyznać, że nie byłem zawiedziony!

--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

piątek, 17 lutego 2012

Tego nie można przegapić

Tego nie można przegapić

Autorem artykułu jest Bilety Lotnicze

Muzea stanowią w każdym zakątku świata najatrakcyjniejsze miejsca turystyczne. Najczęściej gromadzą niezwykłe, naładowane historią, a także posiadające artystyczną wartość eksponaty.
Przeważnie dotyczą one historii danego miejsca, czy regionu, a zetknięcie się z nimi to szybki i tani lot przez wszystkie minione epoki.
Dzisiejsze czasy w każdej dziedzinie zaskakują nowymi trendami, również muzealnej. Jest to powodem powstawania na całym świecie obiektów o bardzo oryginalnych i nietypowych tematykach.
Muzeum torturOsobliwe są muzea dotyczące seksu i chociaż trudno w to uwierzyć to są na świecie miejsca, gdzie seks jest tematem zakazanym. Są również i takie zakątki, gdzie wprost się nim emanuje.
Frywolny w tym temacie jest Amsterdam, gdzie takie muzeum seksu się znajduje. Dość śmiałe tego typu muzeum jest także w Nowym Jorku i Moskwie. Oczywiście należą one do najchętniej odwiedzanych przez turystów. Eksponaty ukazują w obrazach i rzeźbach kulturowe, jak i historyczne odniesienie do życia seksualnego oraz przechodzące metamorfozy na przestrzeni dziejów akcesoria erotyczne.
Azjatyckie muzeum seksu w Bangkoku pod innym kątem trafia do odbiorcy. Celem jego jest przede wszystkim tajska młodzież, której poświęcone budowie ludzkiego ciała eksponaty uświadamiają ewentualne zagrożenia z życiem seksualnym związane.
Wspomniany Amsterdam szczyci się najsłynniejszym na świecie muzeum tortur. Zebrane w nim eksponaty w zachowanym mrocznym klimacie obrazują odwiedzającym dokonywane w średniowieczu za różne przestępstwa, awantury, a nawet za plotkowanie metody tortur. Podobne jemu muzea znajdują się także w San Marino i Pradze. Polska też może się takim bardzo mrocznym muzeum pochwalić w Zielonej Górze. Z kolei w stolicy Węgier Budapeszcie można zobaczyć w muzeum TerroHaza metody i obiekty tortur związane z tego typu działaniem nazistów i sowietów.
Jednymi z najbardziej lubianych i znanych muzeów są muzea figur woskowych, a największe znajduje się w stolicy Wielkiej Brytanii. Londyńskie muzeum podzielone jest na różne dziedziny życia, m.in. gwiazd muzyki, Hollywood, bohaterów filmowych, sceny politycznej, historycznej i sportu. W salach muzeum można zrobić sobie zdjęcia z woskowymi postaciami kilkuset osobistości, na przykład z Janem Pawłem II, Beatlesami, Marilyn Monroe, czy Adolfem Hitlerem.
Polska również posiada tego typu muzeum w Międzyzdrojach, jest jednak skromniejsze. Posiada niewiele ponad czterdzieści figur.
Trudno w to uwierzyć, ale w stolicy Indii - Delhi znajduje się osobliwe i cieszące się coraz większą popularnością muzeum toalet. Zebrane w nim eksponaty obrazują przez dane okresy cywilizacji przemianę toalet. W Husavik w Islandii znajduje się muzeum fallologiczne z ponad dwustoma imitującymi zwierzęce fallusy zbiorami. W Jokohamie w Japonii muzeum doczekały się zupki chińskie, pochodzące właśnie w Kraju Kwitnącej Wiśni. Wśród eksponatów znajdują się setki opakowań, replika pierwszej zupki i można poznać proces ich tworzenia.
---
Tanio latać
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

niedziela, 12 lutego 2012

Jak karnawał to (niekoniecznie) w Rio

Jak karnawał to (niekoniecznie) w Rio

Karnawał już trwa. Wiele osób zastanawia się jak spędzić go w równie wystrzałowy sposób, co Sylwestra. Niemało bierze także pod uwagę wyjazd zagraniczny. Dlatego przygotowaliśmy specjalne zestawienie miejsc, gdzie warto się udać, by wziąć udział w karnawałowej zabawie i zdobyć niezapomniane wspomnienia.

Pierwsze miejsce, jakie przychodzi na myśl większości z nas na dźwięk słowa „karnawał” to zapewne Rio de Janeiro. Zabawa, która co roku przyciąga kilka tysięcy fanów samby, jest najbardziej znanym tego typu wydarzeniem na świecie. Przez blisko trzydzieści dni turyści mogą przyglądać się roznegliżowanym ciałom brazylijskich piękności, bawiących się w takt sensualnych dźwięków wydobywających się z wszechobecnych głośników. Kolejne miasto rywalizujące z Rio o tytuł „stolicy Karnawału” to Wenecja. Maska – symbol weneckiej imprezy – uwodzi podróżników swoim pięknem i tajemniczością. Mało kto jednak wie, że kilka wieków temu właśnie dzięki maskom i powłóczystym szatom, nawiązującym do antycznego teatru, wszyscy Wenecjanie stawali się na kilka dni równi. Wszelkie różnice związane z płcią, stanem i statusem materialnym ginęły w natłoku zabawy. Dziś zabawa na placu św. Marka przyciąga dziesiątki tysięcy turystów z całego świata. Obie imprezy są wspaniałe, jednak.... wszyscy już je znają. A gdyby tak znaleźć alternatywne, nie oblężone jeszcze przez setki turystów miejsc na przeżycie niezapomnianego Karnawału? Zapraszamy do zapoznania się z naszymi propozycjami.

Karnawał z sardynką w tle
- Wyspy Kanaryjskie to częsty kierunek podróży wybierany przez Polaków. Jednak, poza popularnymi atrakcjami, pięknem plaż i przyrody, turyści słabo eksplorują i poznają, równie ciekawą jak natura, tradycję tego wyspiarskiego regionu – mówi Paulina Byszewska, specjalista ds. sprzedaży biletów lotniczych z portalu Whynotfly.pl. Karnawał na Wyspach Kanaryjskich to, zgodnie z alternatywną nazwą tego regionu świata, czas szczęścia i radości. Wszystkich mieszkańców i turystów łączy wtedy wspólne biesiadowanie. Można tutaj poczuć czym jest zabawa w iście latynoskim stylu. Przez stolicę wysp, Las Palmas, przetaczają się skąpo odziane tłumy, tańczące w barwnych korowodach. Czas ten obfituje również w parady przebierańców. Jedną z bardziej popularnych obecnie jest parada… drag queens. Wydarzenie cieszy się wielkim zainteresowaniem mediów, emitowane jest nawet w hiszpańskiej telewizji. Podczas wyspiarskiego karnawału wybierana jest królowa, która następnego dnia po koronacji znajduje się na czele bawiącego się tłumu. Jednak to nie koniec atrakcji jakie czekają na nas na Wyspach Kanaryjskich. Karnawał kończy się bowiem w całkowicie nieprzewidywalny dla obcokrajowca sposób. Wiąże się to ze starodawną tradycją pożegnania... sardynki. Jak wygląda to pożegnanie? Podczas gdy mieszkańcy wysp świętują dochodzi do tryumfalnego przewiezienia papierowej figurki ryby nad brzeg Oceanu Atlantyckiego. Trasa, którą przemierza sardynka jest ściśle określona, a miejsce pieczołowicie wybrane. Na oceanicznym brzegu dochodzi do rytualnego jej spalenia. Cała społeczność kanaryjska okazuje w tym czasie ogromny żal po stracie ryby. Smutek ten wynika w gruncie rzeczy z faktu końca wyjątkowej zabawy. Żywot sardynki kończą wystrzały fajerwerków - jest to znak, że rozpoczął się już na dobre Wielki Post.

Diabelska zabawa
Równie ciekawym miejscem do karnawałowych zabaw jest Boliwia. – Kraj może i daleki, ale pełny niezbadanych przez wielu miejsc i tradycji, których piękno i istotę można zgłębić jedynie będąc tam na miejscu. Lot samolotem nie jest obecnie tak męczący jak dawniej, istnieją bezpośrednie połączenia między Santa Cruz a Warszawą i Wrocławiem – podpowiada Ewa Bednarek, pracownik centrum rezerwacji biletów lotniczych portalu Whynotfly.pl. Tradycja boliwijskiego karnawału sięga czasów kolonialnych. W górniczym regionie Oruro od dawna ludność przebiera się za diabły (diablos) i czarnych (morenos), aby paradować szalonym tanecznym krokiem po ulicach miasta. Stroje diabłów to połączenie kilku tradycji. Lokalne elementy strojów łączą się motywami chrześcijańskimi i pochodzącymi z kultury afrykańskiej. Również działania karnawałowych postaci nawiązują do bogatej historii tego regionu. To w nich ukazane zostają, wyśmiewane przez tutejszych Indian, zachowania konkwistadorów. Cała zabawa jest hołdem dla Matki Boskiej z Socavon oraz drugiej głównej bohaterki tego wydarzenia: na wpół pogańskiej Pachamamy, czyli inkaskiej Matki Ziemi. To w intencji łask od nich płynących roztańczony tłum przemierza uliczki Oruro. Dodatkowym symbolem boliwijskiego karnawału jest wszechobecna woda i... pianka w spreju. Wszyscy zgromadzeni nawzajem się nimi pryskają. Zmasowany atak oszczędza jedynie tancerzy, zaś gringo – czyli osoby o jasnej karnacji – muszą być pewne, że tego wieczora suche nie wrócą do domu. Kulminacja zabawy następuje w tzw. Dzień Wody, którym tradycyjnie jest wtorek. Po tak dużej porcji wrażeń Wielki Post nie jest już nikomu straszny.

A może po europejsku?
Nieco bliższa nam, Polakom Portugalia także kryje wiele ciekawostek związanych z zapustami. W zależności od regionu czas ten wygląda trochę inaczej. Lazarim, leżące w regionie Porte e Norte, jest znane z nietypowych masek, zwanych mascarados. Mężczyźni i kobiety paradują w nich przez cztery kolejne niedziele poprzedzające Środę Popielcową. Równocześnie zbierane są środki na kukły symbolizujące matkę i ojca chrzestnego. Wszystko po to, aby w ostatni wtorek karnawału doszło do rytualnego odczytania ich testamentów. Testamenty te to nic innego jak wzajemne obrażanie się pań i panów, pełne żartów, drwin i ironii. Wszystko kończy świąteczne spalenie kukieł, które to symbolizuje nadejście wiosny i zerwanie z zimą. Wyspiarska Madera bawi się inaczej. Całe miasto jest pełne kolorowych ozdób i lampek. W ostatni piątek przed Popielcem mieszkańców wyspy budzi huk petard, któremu wtóruje orkiestra dęta. Kolejne dni to czas przedstawień i koncertów. W ostatni dzień – wtorek – odbywa się parada przebierańców zwana Cortejo Trapalhao. Zaraz po niej wyspa zaczyna ucztować, a na stołach króluje miecznik z grilla podawany odświętnie z maderą.
– Warto również odwiedzić stołeczną Lizbonę. Lecimy z Polski zaledwie kilka godzin, aby tuż po wyjściu z samolotu móc poczuć charakter lizbońskiego karnawału – stwierdza Paulina Byszewska. To tutaj folklor miesza się z brazylijską sambą. Parada przechodząca ulicami Lizbony dorównuje swym pięknem tej znanej z Rio. Również okoliczne miejscowości szczycą się karnawałową tradycją. W położonym niedaleko stolicy miasteczku Torres Verdas zobaczymy platformy z przebranym w fantazyjne stroje, roztańczonym tłumem. W takt szalonej muzyki mieszkańcy witają nadchodzący okres postu.
Nasze propozycje to tylko część bogatego wachlarza miejsc, gdzie karnawał jest wspaniałym, a nieodkrytym jeszcze przez turystów świętem. Wszędzie tam poczuć można przez chwilę magię odmienną od zwykłej codzienności. Życzymy udanej zabawy, bo... „po karnawale – czas na gorzkie żale”.

o Autorze


Artykuł pochodzi z serwisu Albercik.pl - darmowe artykuły na WWW

Tanatoturystyka w Egipcie

Tanatoturystyka w Egipcie

Śmierć od zawsze fascynowała ludzi. Ten moment przejścia do innego świata jest tak tajemniczy, dramatyczny a z drugiej strony pociągający. W naturze ludzkiej leży to, że do myśli o śmierci trzeba się przyzwyczaić. Aby oswoić się z tym trudnym tematem można na przykład odwiedzić miejsce pochówku.

Czym jest tanatoturystyka i dlaczego staje się coraz bardziej popularna? Pojęcie to pochodzi od imienia Tanatosa – greckiego boga śmierci. W języku angielskim określa się ten rodzaj turystyki także jako dark tourism, czyli ciemną, mroczna turystykę. Niektóre biura turystyczne wręcz zamieszczają w przewodnikach takie miejsca jak cmentarze, miejsca masowych zabójstw czy katastrof jako obowiązkowe punty zwiedzania. Motywem popychającym ludzi do tego nieco odmiennego sposobu zwiedzania jest nie tylko zwykła ciekawość, ale także potrzeba kontaktu ze śmiercią, chociażby symbolicznego. Nie każdy jest przygotowany psychicznie na taką podróż. Niektórzy ludzie są bardzo wrażliwi na problematykę umierania, w innych nie wzbudza ona większych emocji.

Jedną z odmian tanatoturystyki jest podróż do miejsc zachowujących pamięć o zmarłych, takich jak cmentarze, mauzolea, grobowce, krypty. Miejsca pochowku odwiedza się ze względu na znane osoby tak złożone lub ze względu na ciekawą architekturę grobowców, piękne nagrobki, wspaniałe rzeźby. Miejsca kultu zmarłych są bardzo ważnym źródłem informacji dla historyków, mogą odgrywać znaczącą rolę dla zwykłych ludzi, którzy szukają swoich korzeni. Mogą także być celem pielgrzymki, tak jak to jest w przypadku grobu Jana Pawła II w Rzymie, lub po prostu sprzyjać refleksji nad życiem i śmiercią. Niestety, są i tacy ludzie, którzy przejawiają niezdrowe zainteresowanie śmiercią.

Starożytni Egipcjanie mieli szczególne podejście do problemu umierania i grzebania zwłok. Wydaje się, że życie pozagrobowe było dla nich równie istotne, co życie na ziemi. Wierzyli, że ludzie wydają ostatnie tchnienie i omdlewają. Dopiero podczas rytuału otwarcia otwarcia oczu i ust zaczynała się siedemdziesięciodniowa żałoba. Później następował transport zmarłych do miejsca, gdzie ciało było przez siedemdziesiąt dni balsamowane. Mumifikowanie miało zapewnić życie wieczne, dlatego też do sarkofagu wkładano przedmioty użytku codziennego: naczynia, mapy, amulety i inne.

Zwykli ludzie byli składani do grobowców znacznie skromniejszych niż piramidy. Co bogatsi budowali sobie już za życia bardziej wystawne „domy”. Bardzo ciekawym przypadkiem jest Kairskie Miasto Umarłych, zwane także Miastem Śmierci lub Qarafą. Stanowi ono część Kairu, zajmuje bardzo dużą powierzchnię. Nie jest to zwykły cmentarz – jego niezwykłość polega na tym, że zamieszkują tak żywi ludzie. Jak do tego doszło? Początki nekropolii sięgają VII wieku, kiedy to arabski dowódca Amr ibn al As postawił w pobliżu Kairu grobowiec rodzinny. Z czasem grobowców w pobliżu wzgórza Moqattam przybywało i cmentarz rozrastał się aż do XVI wieku. Współcześnie część grobowców została przerobiona na budynki mieszkalne – miejsce spoczynku zmarłych stało się domem dla żywych. Nekropolia zaczęła „żyć” - szacuje się, że może tam mieszkać nawet do dwóch milionów kairczyków. Główną przyczyną takiej niespotykanej koegzystencji jest bieda. To ona popycha ludzi do tak niekomfortowych decyzji. Do tego dochodzi fakt przeludnienia miasta oraz problemy lokalowe związane z trzęsieniem ziemi, jakie miało miejsce w 1992 roku. Miasto Śmierci jest obiektem zwiedzanym tylko przez odważnych turystów. Ci, którzy zapuszczą się w tą swoistą atrakcję Kairu na własne oczy mogą przekonać się, jak wygląda coraz lepiej funkcjonująca dzielnica stolicy Egiptu.


o Autorze

M.B.
Artykuł pochodzi z serwisu Albercik.pl - darmowe artykuły na WWW

Zwyczaje związane z piciem alkoholu w Chinach

Zwyczaje związane z piciem alkoholu w Chinach

Panujący powszechnie mit, na temat domniemanej abstynencji Chińczyków, to dosłownie – mit. Ludzie tej narodowości, nie stronią w jakiś szczególny sposób od alkoholu, po prostu, nie zbyt dobrze znoszą skutki uboczne jego spożywania.

W historii kraju, odnajdujemy zapiski świadczące o tym, że już od siódmego wieku, w czasach panowania dynastii Tang, alkohol, a dokładniej wino, stanowiło nieodłączny element ważniejszych uroczystości i świąt. Obecnie Chińczycy lubią napić się alkoholu szczególnie podczas rozmów biznesowych, "do kolacji", jak również spędzając czas w barach.
Podobnie, jak na typowo polskich weselach, para młoda powinna wznieść toast z gośćmi. Tu jednak zadanie jest nieco utrudnione, ponieważ należy zrobić to indywidualnie z każdym. Jeżeli więc jest to zadanie ponad siły pary młodej, wówczas proszą oni o pomoc swoich drużbów i przyjaciół. Znane są również symboliczne, małe buteleczki alkoholu, które ofiaruje się Buddzie.

Chińczycy, zarówno jak Polacy, znają magiczną właściwość alkoholu, którą jest sprzyjanie zawieraniu nowych znajomości. W Chinach fakt ten wykorzystuje się nie tylko na prywatnym szczeblu życia towarzyskiego, ale również w kontaktach służbowych pomiędzy partnerami biznesowymi. Co więcej, wznoszenie toastów, przyjęło tu charakter swego rodzaju gry. Wymawiane podczas czynności picia słowo Ganbei, nie oznacza tu znanego nam „na zdrowie”, ale „do dna”, co już samo przez się sugeruje sposób picia. Jeżeli ktoś z pijących nie zastosowałby się do tej wytycznej, wówczas wśród towarzystwa „traci twarz”. Nie chodzi tu jednak o to, aby pić na umór i do nieprzytomności. Wygrywa bowiem ten, kto jak najdłużej zachowa „trzeźwość umysłu”.
Jeżeli toast wznosi się słowami He yikou („wypijmy łyczek”) lub Suibian he! („pijemy według uznania”), wówczas wyklucza się zasadę picia „do dna”. Znanie tych właśnie zwrotów może okazać się niezwykle przydatne szczególnie podczas picia alkoholu o nazwie Baijiu, który to jest niezwykle mocny.
A jaki rodzaj trunków Chińczycy lubią pić najbardziej? Nie ma tu jednego szczególnie przez nich preferowanego. Panują tu trendy i mody na picie konkretnego rodzaju alkoholu, podobnie jak w całej Europie. Tak jak w Polsce, dużą popularnością cieszy się piwo. W dobrym tonie jest podczas spotkania towarzyskiego, zastawić cały stół butelkami tak, aby każdy z gości sam mógł sięgać po kolejne.
W ramach podsumowującej ciekawostki, warto dodać, iż Chińczycy uważają, że picie alkoholu w niewielkich ilościach jest bardzo korzystne dla zdrowia, a także sprzyja poprawie sił witalnych. Tu szczególnie mowa o całej masie przeróżnych nalewek, które produkowane są z ziół, a także zwierząt. Do najbardziej znanych należą tu nalewki z węży, skorpionów, żab i jaszczurek.


o Autorze

Magda

Artykuł pochodzi z serwisu Albercik.pl - darmowe artykuły na WWW

środa, 8 lutego 2012

Kulturalny weekend w Zakopanem

Autorem artykułu jest Michał Ihma

Zakopane, polska zimowa stolica kojarzy się przede wszystkim z górami. Jednak co do zaoferowania ma Zakopane turyście szukającym wrażeń kulturalnych?
Wbrew pozorom, całkiem sporo...
Jednak Zakopane to nie tylko Tatry. Zakopane, o czym mało kto wie, jeszcze do XIX wieku nazywane było kulturalną stolicą Polski (tak, tak, wcale nie był to Kraków!). To właśnie tutaj żyli i tworzyli wybitni polscy artyści, żeby wspomnieć choćby Stanisława Witkiewicza - Witkacego, malarza, pisarza i dramaturga, Karola Szymanowskiego - wybitnego kompozytora czy Kornela Makuszyńskiego, jednego z najwybitniejszych polskich prozaików, twórcę postaci Koziołka Matołka.
To właśnie do Zakopanego zjeżdżali się artyści z zaboru rosyjskiego, to tu mogli się cieszyć wyjątkową swobodą i wolnością tworzenia.
Zimowa stolica Polski ma zatem do zaoferowania znacznie więcej, niż tylko śnieżne atrakcje. Zakopane to także teatr, kina i muzea. Do najważniejszych punktów zaliczyć można Muzeum Tatrzańskie, Muzeum Kornela Makuszyńskiego, Kino Sokół, Kino Giewont i Teatr Witkacego. Wprawdzie obecnie repertuar kinowy daleki jest od oczekiwań wybrednych kinomanów, w teatrze sztuki wystawiane są rzadko, jednak wciąż miejsca te są obowiązkowym punktem programu dla turystów podążających "kulturalnym szlakiem".
Większość corocznych imprez kulturalnych w Zakopanem odbywa się wiosną.
Zakopiańska Wiosna Jazzowa odbywa się w ramach United Europe Jazz Festival w Zakopanem na przełomie kwietnia i maja. Występują artyści z Polski i z zagranicy, z miast Salgotarjan, Hradec Kralove oraz Banska Bystrica (odpowiednio Węgry, Czechy i Słowacja). Wielka Majówka Tatrzańska to coroczne pokazy zespołów regionalnych, popisy rzemieślników spod Tatr i wyśmienita okazja zapoznania się z dawnymi strojami regionalnymi.
Muzea Zakopane
Latem, gdy pogoda sprzyja spacerom, można podziwiać Zakopiańskie zabytki nie wchodząc do sal muzealnych. Piękny, unikalny styl zakopiański kontemplować można oglądając willę "Koliba" czy kaplice na Jaszczurówce.
Gdzie spać w Zakopanem? Hotele, hostele czy schroniska Zakopane ma do zaoferowania dobrze rozwiniętą bazę noclegową. Ale to już temat na osobny artykuł…
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

czwartek, 2 lutego 2012

Malezja, wakacje życia

Autorem artykułu jest Bilety Lotnicze

Białe plaże, luksusowe hotele, tropikalna pogoda, zachwycające rafy koralowe, rozmach i super nowoczesność w miastach, tyle pokrótce można powiedzieć o pełnym kontrastów kraju, Malezji. Zamieszkują go charakteryzujący się ogromnym szacunkiem dla tradycji, bardzo przyjaźnie do turystów nastawieni ludzie.

Malezja ostatnimi czasy jest coraz bardziej docenianym przez turystów przyjeżdżających do niej na swoje wakacje ze wszystkich stron świata krajem. Nawet my Polacy, w porównywalnej cenie do wypoczynku w naszym kraju, możemy spędzić w Malezji swój urlop. Najdroższe w cenie są jedynie bilety lotnicze. Tak, więc na zbytnio tanie loty, jak i na bezpośrednie loty z Polski nie można raczej do Malezji liczyć. Taką podróż zazwyczaj raz w życiu możemy sobie zafundować, dlatego też warto się do niej dobrze przygotować.
Malezja
Warta odwiedzenia jest oczywiście stolica Kuala Lumpur, miasto Malakka oraz wyspy Penang i Langkawi. Stolica jest jednym z najnowocześniejszych, a przy tym i jednym z większych miast na świecie, a rozpoznawalna dzięki niemal kosmicznym projektom architektonicznym. Podobnie jak w Nowym Jorku wznosi się tu kilkusetmetrowej wysokości las wieżowców, świetnie kontrastujących z zabytkowymi i barwnymi targami. Symbolem miasta jest z charakterystycznymi bliźniaczymi wieżami nowoczesna budowla Petronas Twin Towers. Łączy ona w swej konstrukcji tradycyjną formę azjatyckiej świątyni z zachodnimi wieżowcami, majacymi przewagę tafli szkła, stali i efektownej iluminacji. Nie brak w Kuala Lumpur pamiątek po dawnej historii, przede wszystkim licznych sakralnych zabytkowych budowli, ale i bogato zdobione pałace. Patrząc na nie ma się wrażenie przeniesienia we wspaniały świat bajek. Atrakcją jest też najstarsza dzielnica Chinatown i z wystawnymi bankami dzielnica bankowa.
Poznając i inne miasta wszechobecny luksus i przepych może być dla nas nieco przytłaczający. Nie ma chyba na świecie drugiego miejsca z tak ogromną ilością luksusowych, eleganckich hoteli. Nie brakuje też w Malezji bogatych pałaców i wartych uwagi meczetów, w których również króluje przepych i dech w piersiach zapiera piękno misternych zdobień. Będąc w Malezji powinniśmy odwiedzić na Borneo miasto Sibu, gdzie zobaczymy stojącą na wodzie niesamowitą wioskę i chińską świątynię. Warto też zobaczyć na Brunei, Meczet Omara Alego Saifuddiena. Ponieważ od wieków mieszały się tu nacje Chin, Indonezji i Indii, widoczne są także wpływy kolonialne: portugalskie, brytyjskie i holenderskie. Zatem podróżując po Malezji natrafimy na liczne zabytkowe budowle okresu kolonialnego.
Malezja poraża również pięknem dziewiczej przyrody. Warto odwiedzić plantację herbaty i zaliczyć wizytę na farmie motyli. Jest też doskonałym miejscem dla amatorów nurkowania, plażowania i wypraw trekkingowych. Szerokie białe plaże z palmami i zachwycające rafy koralowe znajdują się w rejonie Pulau Perhentian. Warto też popróbować tutejszej kuchni i zaliczyć kuszące bogactwem aromatów i smaków kafejki.
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Planujemy podróż do Hiszpanii

Autorem artykułu jest Grzegorz Pękała

W tym roku postanowiłem wzdłuż i wszerz zwiedzić Hiszpanię, dlatego już teraz rozpoczynam przygotowania do wyjazdów. Sprawdźcie razem ze mną pomysły na imprezy w tym południowym kraju, sposoby na tanią podróż oraz miejsca warte zwiedzenia.

Kiedy zwiedzać?
Zimą z pewnością na południu Hiszpanii jest cieplej niż w głębi kontynentu europejskiego. Gdy my przeżywamy mrozy poniżej 20 stopni Celsjusza, na półwyspie Iberyjskim możemy cieszyć się kilkunastoma stopniami na plusie. Jeszcze lepiej jest na Wyspach Kanaryjskich, które kuszą temperaturami w okolicach 20 stopni powyżej zera. Od maja jest już praktycznie wszędzie upalnie, a sezon ciepły kończy się w październiku. Niech to Was jednak nie zmyli - południe kontynentu bywa oblegane właśnie od listopada do wiosny, bo wielu turystów chce ogrzać swe ciała na Fuertaventurze lub Lanzarote. Najdogodniejszym terminem wydaje się być termin po świętach wielkanocnych oraz we wrześniu. Wtedy Hiszpania jest mniej oblegana i zwyczajniej - tańsza.

Jak się dostać?
Najtańsze bilety lotnicze są w okresach promocji i mogą kosztować poniżej stu złotych. Możliwe jest także tanie zarezerwowanie połączenia przez port lotniczy w Europie Środkowej, na przykład z Krakowa do Bolonii i stamtąd na Kanary. Wydaje się, że lepiej jest dotrzeć bezpośrednio do miejsca w Hiszpanii samolotem niż dolatywać do Madrytu i próbować przemierzyć kraj pociągiem. Ceny przejazdów kolei dla polskiego turysty nie będą zbyt łaskawe dla kieszeni. Chociaż w ofercie już zimą występuje informacja, że linia lata do Barcelony, może okazać się, że faktycznie połączenia otwarte będą dopiero od wiosny. Warto sprawdzić to nim zaczniemy się emocjonować potencjalną podróżą.
Barcelona
Najważniejsze atrakcje
Najlepiej znam Barcelonę, bo byłem tam ponad tydzień. Doleciałem tam nocą na lotnisko Reus i po półtorej godzinie byłem w centrum stolicy regionu Katalonia. Miasto wcale nie śpi. Warto wieczorem zajrzeć na wzgórze Montjuic, gdzie rozgrywa się spektakl fontann i dźwięku. O tej porze kawiarenki i bary wprost proszą o zajęcie miejsca w swoich ogródkach. Temperatura tutaj i na całym półwyspie robi się w końcu znośna po zapadnięciu zmroku. Barcelona słynie z dwóch wież nad morzem, wspaniałych plaż (na przykład Barcelonetty) oraz wioski olimpijskiej na wspomnianym już wzgórzu. W centrum musisz przejść się ulicą La Rambla, zobaczyć place Kataloński i Hiszpański, a nieco dalej warto zobaczyć Park Guell (na zdjęciu).
W głębi kontynentu znajduje się Madryt - stolica kraju, znajdująca się wśród miast świata o najwyższej jakości życia. Jest tu wiele ciekawych instytucji gospodarczych, a kultura może zaoferować m.in. Muzeum Prado, Pałac Królewski, liczne katedry, kościoły i pałace. Centrum miasta z Puerta del Sol (Brama Słońca) gromadzi mieszkańców co sylwestra, którzy witają tutaj nowy rok. Miłośnicy sportu zechcą zapewne zwiedzić stadion Santiago Bernabéu. W Madrycie jest też arena walk byków Las Ventas, która gromadzi 23 tysiące miłośników corridy. Sporo wartościowych budynków powstało po ostatniej wojnie światowej.
Inne wartościowe turystycznie miejscowości to Walencja, Sewilla, Saragossa, Malaga, Murcja, Alicante, Valladolid, Palma de Mallorka czy Las Palmas. O nich jednak napiszemy przy kolejnej okazji.

Ciekawe wydarzenia
Na jakie imprezy w Hiszpanii warto zarezerwować czas? Popularne są między innymi Las Fallas w Walencji, czyli święto ognia, podczas którego tony materiałów palnych idą z dymem. Kulminacja festiwalu ma miejsce co roku 19 marca. W okolicy Wielkanocy warto pomyśleć o wyjeździe do Saragossy lub Valladolid, gdzie w trakcie Wielkiego Tygodnia maszerują procesje z pątnikami. Z pewnością jest to o wiele bardziej malownicze przedstawienie tradycji niż polskie marsze ze święconkami do kościoła. W cieplejszym okresie interesujące może być pojechanie na San Fermin, czyli gonitwę byków w Pampelunie oraz wizyta w Barcelonie we wrześniu na festiwalu La Merce, podczas którego przez miasto paradują wielkie kukły.
---
Grzegorz Pękała
YouGO!
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Wczasy w Kotlinie Jeleniogórskiej

Autorem artykułu jest Bilety Lotnicze

Większość polskich turystów obecnie wybiera wczasy za granicą. Mnogość ofert biur podróży, a także promocje linii lotniczej sprawiają, że zapominamy o atrakcyjnych miejscach w naszym kraju i wybieramy się w dalsze podróże.

Hotele oferują nam opcję all inclusive, dzięki czemu nawet w atrakcyjnie turystycznych miejscach możemy tanio spędzić wczasy. Mnóstwo tanich linii lotniczych ubiega się o pasażerów, oferując bilety nawet po kilka złotych. Wybieramy wczasy za granica gdyż stawiamy na pewną pogodę, bogate życie nocne, oryginalne hotele i zwiedzanie ciekawych, słynnych miejsc. Jednak dla tych, którzy wciąż cenią uroki polskich miast poleca się także mniej popularne jednak bardzo atrakcyjnie turystycznie miejsca. Jednym z nich jest Kotlina Jeleniogórska, do której najlepiej dostać się z Jeleniej Góry.

Kotlina Jeleniogórska
Kotlina Jeleniogórska może nie jest zbyt reklamowana jednak pobyt w tym miejscu pozwoli nam zrelaksować się, a także zapoznać z polskimi zabytkami. W Kotlinie znajduje się około 30 zamków i pałaców, a także liczne rezydencje.
Kotlina zaczęła rozwijać się już od XI wieku. To miejsce naznaczone jest bogatą historią i na stałe zapisało się w naszych dziejach. Obecnie pałac w Wojanowie przyciąga turystów nieprzeciętną architekturą. Dziś pełni funkcje reprezentacyjne.
Nieopodal znajdują się hotele, a także spa i sauna. W Łomnicy również turyści mogą zwiedzić Pałac, obok którego znajduje się Dom wdowy z restauracją i hotelem. W stylowej stajni, zlokalizowanej blisko hotelu organizuje się imprezy i bale sylwestrowe.  
Wczasy w Kotlinie Jeleniogórskiej zabierają nas do poprzednich epok, a nawet mają urok folkloru. Najlepiej wybrać się tu latem, jednak ośnieżone góry również mają swój urok i są niezastąpioną rozrywką dla fanów sportów zimowych.
---
Wczasy
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Walvis Bay - pomiędzy pustynią i morzem

Autorem artykułu jest Waldemar Delekta

W nieprawdopodobnym miejscu, pomiędzy złotymi wydmami Pustyni Namib a lodowatą wodą Oceanu Atlantyckiego - Walvis Bay pozostaje często niezauważony. Oddalony o 30 km Swakopmund zbiera wszystkie punkty.

Walvis Bay jest rajem dla miłośników czynnego odpoczynku na świeżym powietrzu, z możliwością wyjazdu na zajęcia w piaskach Parku Namib-Naukluft. Miasto jest domem dla Laguny Wielorybiej i mokradeł Ramsar, znanych na całym świecie dzięki koloniom chronionych, morskich ptaków.
Różowe flamingi brodzą w płytkich wodach laguny, w poszukiwaniu smacznych kąsków. Duże,
ciężkie, białe pelikany widoczne są wszędzie, a tysiące mniejszych ptaków odpoczywa na brzegu.
Kilku operatorów oferuje rejsy po lagunie, dające szansę cieszyć się spotkaniem z przyjaznymi delfinami i uchatkami nurkującymi za sardynkami. Możesz mieć trochę szczęścia i w miesiącach zimowych zobaczyć wieloryba, nie przez przypadek Walvis Bay znaczy Zatoka Wielorybia w języku afrikaans. Wycieczkowe rejsy zatrzymują się na lunch zwykle na tle wydm pustyni na lunche z ostrygami proszo z morza i szampanem, stwarzając w ten sposób atmosferę sielankowej wycieczki łączącej ocean i piasek – czyli esencję miasta Walvis Bay. Walvis Bay centrum turystyczne
Dla osób szukających jeszcze bliższego kontaktu z naturą, spływy kajakowe po lagunie będą ciekawym sposobem na interakcję z kolonią fok na Pelican Point i doświadczenie ciekawości i zabawności uchatek karłowatych w ich naturalnym środowisku.
Walvis Bay jest bramą wyjściową do północnej części Parku Namib Naukluft Park, w tym Sandwich Harbour – stale zmieniającej się laguny otoczonej inspirującym morzem piasku, zasilanej słodkowodną wodą. Tutaj można zarówno podziwiać spektakularne piękno
pustyni, jak i dowiedzieć się o intrygujących stworzeniach pustyni, które przystosowały się do przetrwania tym trudnym środowisku.
Pozornie nieprzyjazna Pustynia Namib ma delikatny ekosystem, łatwy do uszkodzenia, może zająć wiele lat, aby odbudować zniszczenia. Przetrwanie licznych form życia uzależnione jest od wilgoci pochodzącej ze skondensowanej mgły łapanej w pomysłowy sposób, na przykład poprzez zbieranie na chitynowym pancerzu we wczesnych godzinach rannych.
Walvis Bay jest jedynym głębokomorskim portem Namibii, uważanym za ważny punkt strategiczny przez mocarstwa światowe.
Najpierw był pod kontrolą Wielkiej Brytanii pod koniec XIX wieku, kiedy Niemcy skolonizowali
dzisiejszą Namibię, uczynili Swakopmund swoim głównym portem. Następnie Walvis Bay był pod opieką RPA do 1994 roku, cztery lata po uzyskaniu niepodległości Namibii. Od tego czasu atrakcje turystyczne miasta, hotele i restauracje szybko się rozwinęły, od pensjonatów w przeciętnym komforcie do luksusowych hoteli.
Jedź na przejażdżkę autostradą Trans Kalahari Highway ze Swakopmund dla nacieszenia oczu widokami z wijącej się jak wąż między wydmami i morzem drogi, przez Langstrand do witającego cię rzędem kołyszących się palm Walvis Bay. Jedź ulicą Union Road prosto do Walvis Bay Tourism Centre po porady na temat możliwości zwiedzania i odpoczynku, zatrzymaj się na obiad w Traveller’s Bistro. Kontynuuj do Walvis Bay Yacht Club z małym ale malowniczym nabrzeżem, gdzie czeka restauracja Anchors z dużymi drewnianymi stołami i niebieskimi szybami, oferująca wybór dań z od morszczuka, przez inne owoce morza i hamburgery po pyszne ciasta i kawy.
Pelikany, będące częścią programu rehabilitacji można często zobaczyć chodzące esplanadą biegnącą wzdłuż laguny, aż do hotelu Pelican Bay i Restauracji Raft, sytuowanych w strategicznym miejscu na końcu molo na płyciźnie laguny. Jest to idealne miejsce żeby kupić pizzę i zimne namibijskie piwo. Promenada prowadzi do ulicy Nangolo Mbumba obok Free Air Guesthouse (szczególnie poświęconego latawcom i windsurfingu) i dalej na południe od miasta w kierunku Paaltjies (popularna plaża do wędkowania) oraz warzelni, gdzie z daleka widoczne są góry białej soli. Droga ma wiele punktów do oglądania flamingów, gromadzących się w określonych porach roku. Czy jesteś entuzjastą ptaków, miłośnikiem przyrody, zapalonym podróżnikiem lub po prostu zwykłym turystą poszukującym czegoś innego, Walvis Bay jest ciekawym miejscem do zatrzymania się na rejs po lagunie, zwiedzanie wielkiej Pustynia Namib, lub ucieczkę od
w pobliskiego miasta Swakopmund.
Walvis Bay Jetty
---
Autor Waldemar Delekta, podróżnik i turysta, poleca więcej informacji o Afryce na stronach: Kapsztad i Wyprawy do RPA
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl